April 11, 2011
JUST SAY NO TO FAMILY VALUES
The latest DVD from Austrian INDEX includes Karol Radziszewski's "Fag Fighters: Prologue" video.
JUST SAY NO TO FAMILY VALUES - John Giorno/Antonello Faretta, Keren Cytter, Maria Petschnig, Patrycja German, Jaan Toomik/J. Paavle/R. Laius, Karol Radziszewski, Deborah Schamoni, Paolo Mezzacapo de Cenzo
The title of the compilation JUST SAY NO TO FAMILY VALUES is borrowed from the eponymous video, and is in line with the work as statement and clear commentary on the current increasingly recognizable conservative backlash. In their short video, filmmakers John Giorno and Antonello Faretta unabashedly celebrate hedonism with an emphatic gentleness and poke fun at conservative positions in a lyrical speech act. The aim of the compilation is to cast a multi-part glance from various perspectives and geo-political contexts on body and gender roles as well as sexual politics. (Dietmar Schwärzler)
Language: Original versions with english subtitles
Total running time: 91min
Extra: 20 pages booklet, bilingual English-German
To purchase the DVD please visit the INDEX website
April 1, 2011
Interview with Szymon Malecki
[English version below]
Kolejna DIKowa rozmowa z serii: młodzi, zdolni, oryginalni. Tym razem poznajcie Szymona – 27 lat, fotograf i muzyk, gra w Rotofobii, a obecnie pracuje nad solowym projektem muzycznym (impersonal detachment), w ramach którego m.in. będzie śpiewać (po raz pierwszy). Z DIK Fagazine postanowił podzielić się zdjęciami portretującymi brata Marcina, z którym odbył wycieczkę do Argentyny.
Karol Radziszewski: Jak długo chodujesz brodę?
Szymon Małecki: Z pół roku. Pojechałem na miesiąc do Maroka, tam się zapuściłem i już nie wróciłem do dbania o siebie.
KR: Najpierw byłeś takim gładkim chłopcem, potem miałeś wąsy, a teraz konkretna broda.
SM: U mnie wogóle występuje dosyć duża dynamika. Nudzę się szybko. A tak bezpośrednio, to zainspirowało mnie zdjęcie przodka, bo przeprowadziłem się do mieszkania po mojej zmarłej babci i tam znalazłem zdjęcie pradziadków. Pradziadek miał takie krzaczaste wąchole, zupełnie zaniedbane i zapuszczone. Wyglądały jak jakieś krzaki.
KR: Pradziadek też był rudy?
SM: Nie wiem, czarno-biała fotografia.
KR: Czy Rotofobia jeszcze istnieje?
SM: Sebastian jest teraz w Londynie, więc trochę przycichło. On musi przyjechać tu albo ja tam, żebyśmy mogli zagrać koncert, ale kończymy powoli płytę. Niedawno powstał teledysk do premierowego singla (Echo). Odkąd odszedł perkusista, nastawiony bardziej na rock-n-rolla, otworzyliśmy głowy na inne rzeczy i nowy materiał nie będzie miał wiele wspólnego z tym co kojarzono z nami dotychczas, z tym indie, które pokutuje jakoś cały czas.
KR: No właśnie, pamiętam, że jak graliście koncery, to jako Ci młodzi, ładni chłopcy wzbudzaliście szał publiki. Byliście ogoleni, gładcy, starannie ubrani.
SM: Staramy się dbać o siebie, na scenie szczególnie.
KR: Teraz, jak rozumiem, wystąpisz już z nowym image?
SM: Tak.
KR: I nie swędzi ta broda?
SM: Nie, tylko stopniowo jak rosną wąsy, to coraz trudniej się całować.
KR: OK. A ten wyjazd do Argentyny, gdzie zrobiłeś zdjęcia, które pokazujemy teraz na DIKu, to były poprostu wakacje?
SM: Ojciec wysłał nas razem, w ramach prezentu. Nigdy wcześniej z bratem nie podróżowałem, nie spędzaliśmy dawno tyle czasu wspólnie, nie mieszkamy razem, więc to było dosyć ciekawe doświadczenie. Dwa tygodnie ze sobą non stop.
KR: Wspomniałeś, że te foty powstawały gdzieś tam z myślą o DIKu?
SM: Trochę tak. Mój brat jest gejem, więc to był jakiś podstawowy link do tego. To dość osobista sesja i pomyślałem, że takie rodzinne spojrzenie mogłoby być interesujące. Wiadomo, że nie chodziło o jakieś kontrowersje, to są spokojne zdjęcia, takie wakacyjne.
KR: Powstawały jako seria?
SM: Zawsze fotografuję rzeczywistość naokoło siebie, a że mój brat był jedynym człowiekiem z którym tam byłem, więc stał się w naturalny sposób moim modelem. Oprócz landszaftów i architektury, pojawiały się też portrety.
KR: Łatwiej Ci fotografować kogoś kogo dobrze znasz?
SM: Najłatwiej jest fotografować kogoś, kto już przywykł, że go dużo fotografuję. Mój brat na tym wyjeździe musiał się bardziej otworzyć, bo nie był przyzwyczajony do obiektywu.
KR: Spinał się?
SM: Na początku nie wiedział co ma robić. Natomiast niektórzy ludzie, których jakoś dłużej fotografuję, są takimi kotami, sami generują sytuacje i nie ma zupełnie spiny.
KR: Czyli wolisz fotografować znajomych?
SM: Tak. Czasem tak mam z dziewczynami – możesz popatrzeć na zdjęcie i widzisz w jej spojrzeniu w obiektyw coś szczególnego. Widać co nas łączy, albo ona generuje coś...
KR: Rodzaj flirtu?
SM: Może tak. Jak fotografuję swoje dziewczyny, to zawsze jest coś trochę innego w ich spojrzeniu.
KR: Czyli jak fotografujesz swoich kumpli, to inaczej na nich patrzysz?
SM: Nie, z mojej strony nie. To znaczy wybieram może inne ujęcia, np. z kumplami nie robię aktów, ale to wynika chyba bardziej z czegoś innego, szczególnie kiedy model patrzy w obiektyw. Ja staram się być przezroczysty. Zdjęcia mają to do siebie, że czasem bardzo kłamią – możesz bardzo pięknie sfotografować ludzi, którzy nie do końca są piękni, albo poprzez sam klimat możesz tworzyć dodane wartości. Z drugiej strony zdjęcia mogą też obnażyć prawdę. Czasem zaskakuje mnie, że robię zdjęcie i potem widzę coś, czego nigdy nie dostrzegałem, a na tym zdjęciu jest to nagle widoczne. Miałem sytuacje, że na kliszy wychodziła prawda, która była ukryta, albo którą ktoś starał się zasłonić.
KR: Z bratem też tak było?
SM: Różnie. Czasem wyglądał jak nie on, a czasem zrelaksowany zapadał się już w fotel i nie było to akurat atrakcyjne fotograficznie. Na takich wyjazdach początkowo na wszystko patrzysz świeżym okiem. Ja przez pierwsze dwa dni zawsze robię dużo zdjęć, bo wiem, że już potem nie będę miał do tego dostępu, nie będę tak widział.
KR: Ten tekst, który towarzyszy fotom, też jest dość impresyjny.
SM: To opis naszego krótkiego wypadu z Buenos Aires do Urugwaju, do Montevideo.
KR: Robienie zdjęć bratu sprowokowało jakieś szczególne rozmowy?
SM: Raczej nie. Najbardziej lubię fotografować, kiedy ludzie są jakoś nieobecni, nie ma żadnych emocji na ich twarzy. Generalnie mało robię zdjęć wykoncypowanych, projektów, raczej spontanicznie dokumentuję rzeczywistość.
KR: Dlatego prowadzisz bloga, to forma dziennika?
SM: W jakimś sensie tak. Na zdjęciach jest dużo moich znajomych, oni potem chcą to obejrzeć, więc blog mi daje łatwość w komunikacji z ludźmi, którzy są dookoła mnie. Jestem zbyt leniwy, żeby spędzać tyle czasu przy komputerze i wysyłać im to na maila. Z czasem formuła się wyklarowała i jeden post to jest jedna rolka filmu, która ma swoją historię. Nawet jeśli jednego dnia robię trzy rolki, to i tak nie wycinam z tego osobnej historii, cyklu.
KR: Czyli takie sety z życia, z całą przypadkowością?
SM: Tak. Teraz udało mi się trochę nadrobić zaległości, w zeszłym tygodniu wrzucałem jeszcze listopad ubiegłego roku.
KR: Długo już fotografujesz?
SM: Na osiemnaste urodziny zażyczyłem sobie aparat, który miałem wcześniej upatrzony i poprostu zacząłem robić zdjęcia.
KR: Ostatnio chyba więcej masz zdjęć atmosfer, bardziej klimatów, niż konkretnych wydarzeń.
SM: No trochę dojrzałem, lubię szukać takich niedopowiedzianych przestrzeni, jakiejś transcendencji. Lubię spokój na zdjęciach.
KR: Wcześniej chyba było więcej fot dynamicznych, imprezowych?
SM: To też się zdaża oczywiście, czasem chodzę na imprezy. Chociaż ostatnio nie piję alkoholu, już od dwóch miesięcy, więc te moje imprezy troszeczkę ewoluowały, wcześniej wracam do domu.
KR: No właśnie, te Twoje eksperymenty. Teraz jesteś na głodówce. Który dzień?
SM: Pierwszy dopiero. Myślę, że trzy dni są potrzebne, żeby układ pokarmowy się oczyścił i odpoczął sobie zupełnie.
KR: Czyli pijesz tylko wodę?
SM: Tak. Jak byłem w liceum, to nastukany obejrzałem "Rozmowy w toku" z Ewą Drzyzgą i zainspirowany programem trzy dni potem nie jadłem. Inedia to się nazywa.
KR: Ale pije się coś?
SM: Różnie. Można też robić takie posty suche, kiedy nic nie pijesz. Chodzi o oczyszczenie organizmu. Ludzie jedzą za dużo, źle, zapychają swój żołądek. Maksymalnie możesz nie jeść przez czterdzieści dni.
KR: Jak Chrystus na pustyni.
SM: Tak.
KR: Ale pić trzeba?
SM: Niektórzy nie muszą, ale większość ludzi powinna. Trzy dni oczyszcza ci się układ pokarmowy, tydzień oczyszczają ci się wszystkie płyny ustrojowe, dwa tygodnie oczyszczają się tkanki miękkie i ścięgna, a po tych czterdziestu dniach oczyszczają ci się kości i twój organizm sam się leczy, całkowicie przełącza się na wewnętrzne odżywianie. Ale czterdzieści dni to jest okres niebezpieczny, a jeszcze trzy dni dłużej to już umierasz.
KR: Ile najdłużej głodowałeś?
SM: Pięć dni, a potem poczułem, że już czas żeby coś zjeść. Byłem dwa dni po jakimś ostrym melanżu, wypłukany strasznie tym alkoholem i to by było strasznie głupie, żeby się głodzić zaraz po takim przelocie.
KR: A teraz nie pijesz alkoholu?
SM: Jak byłem w Maroku, to się nie opieprzaliśmy z tematem i codziennie paliliśmy. Tam mają miesiąc postu, kiedy jest Ramadan, więc wymyśliłem, żeby zrobić anty-Ramadan, kiedy jest jaranie non stop przez miesiąc. Po powrocie próbowałem sobie jakąś ascezę narzucić. Wiele eksperymentowałem z narkotykami i alkoholem wcześniej, więc teraz chciałem poeksperymentować trochę z trzeźwością. Było to trudne, bo autodestrukcja się upominała i wciąż nadażały się okazje, żeby się upierdolić. Raz wyszedłem w południe z Luzter, po takim grubym melanżu, i jak się w domu obudziłem, to stwierdziłem, że mogę zostać już nudziarzem i się ograniczyć. Rzuciłem palenie, alkohol, przestałem jeść mięso. Mam grupę ARh+ co podobno oznacza, że jestem potomkiem rolników i jedzenie brukwi jest dla mnie dobre.
KR: Jak się ostatnio spotkaliśmy, to powiedziałeś, że szykujesz się już na koniec świata.
SM: W jakimś sensie tak, już od dawna mam takie refleksje, że akceleracja tempa życia i hiperinformacyjne społeczeństwo są niepokojące, jeśli się będzie w tym tempie rozwijać, to musi w którymś momencie pieprznąć w ścianę. Jest jeszcze szansa, ale to trzeba by większą woltę świadomościową wykonać.
KR: Czyli broda do pasa, boso...
SM: No jest ta teoria, że w przyszłym roku będzie koniec. W zasadzie teorie są różne, że układ słoneczny przejdzie przez równik galaktyki, Ziemia się przebiegunowi, będą burze na słońcu. Konsekwencje takich zjawisk nie są wesołe, więc może dobrze byłoby mieć wielką brodę wtedy.
KR: Będziesz gotowy.
SM: No chyba tak.
www.szymonmalecki.com
www.myspace.com/impersonaldetachment
DIK Fagazine presents another conversation from "young, able, original" series. Meet Szymon – aged 27, photographer and musician, plays in Rotofobia band, recently working on his solo project (impersonal detachment). With DIK Fagazine he shares portraits of his brother Marcin, taken on their trip to Argentina.
Karol Radziszewski: How old is your beard?
Szymon Malecki: About half a year. I've spent last November in Morocco, there I've stopped taking care of my hair and I haven't done it since.
KR: At first you were a sleek-faced boy, then you had a moustache and now a propper beard.
SM: My looks are pretty dynamic. I get bored easily. But the direct inspiration was a photograph of my ancestor. I've moved to my late grandma's apartment and found a picture of my great grandparents. My great grandfather had this bushy moustache, totally neglected and unkempt. Looked like some kind of bush.
KR: Was his hair red, like yours?
SM: I don't know. Black and white photograph.
KR: Does Rotofobia still exist?
SM: Sebastian lives in London now, so it's pretty calm. He has to get here, or I have to go there to make a gig possible, but he's about to finish our debut album. Video for our first single (Echo) is out. Since the departure of our drummer, who used to think in rock-n-roll terms, we have opened our minds for other things and we will not sound much like we did before. Most people still think of Rotofobia as an indie-rock band.
KR: Right, I can remember, when you were still playing, it were these young, pretty boys who used to get the audience mad. You were clean-shaven, smooth, neatly dressed.
SM: We try to take care of ourselves, especially on stage.
KR: Now you'll perform with your new image?
SM: Right.
KR: And does it itch, this beard?
SM: No, but gradually as the mustache grows, it's getting harder to kiss.
KR: OK. About this trip to Argentina, where you took the pictures, was it just a regular vacation?
SM: The trip was a gift from our father. It was our first voyage, it's been some time since we've spent so much time together. We don't live together, so it was an interesting experience. Almost two weeks seeing each other every day.
KR: You have mentioned that you have taken this pictures, thinking about DIK.
SM: Yes. My brother is gay, so that was the basic link. This session is rather personal and I thought that this family perspective might be interesting. No controversial stuff, just peaceful photographs, vacation.
KR: They were meant as a series?
SM: I photograph surrounding reality and my brother was my only companion, so he naturally became my model. Among landscapes and architecture, portraits emerged.
KR: Do you prefer to portray people you know well?
SM: It is easiest when people are used to both camera and myself behind it. My brother had to relax a bit, he wasn't used to being photographed on a daily basis.
KR: Was he tense?
SM: He didn't know what to do. Some people, I've been doing for quite some time, are so smooth, that I don't have to do anything anymore. I don't need to tell them what to do, they act on their own and are totally relaxed.
KR: So you prefer to photograph your friends?
SM: Yeah. Sometimes it happens with girls - sometimes when you look at the picture, you can see something special in the way they look into the lens. You can catch a relation in the eyes.
KR: Some kind of a flirt?
SM: Maybe. There is always something special, when I take pictures of my girlfriends.
KR: So it's different story, when you portray guys?
sM: No, not from my point of view. Maybe I decide to take different shots, I don't do nude pictures with men, but that's not the point, especially in the pictures when they look at the camera. I just try to get transparent. Photographs are capable of lying. You can take a beautiful shot of someone not very beautiful, or with a certain mood you can create some added values. On the other hand pictures are capable of unveiling the truth. My pictures sometimes surprise me, I look at one I've taken and see something, I haven't noticed before – the picture makes it apparent.
KR: Did it happen with your brother?
SM: Sometimes he looked like someone else, sometimes he got so relaxed that he sunk into an armchair and it wasn't interesting visually. When you go on a trip, you have a fresh eye for everything. During first two days I always try to take lots of pictures, I know that in two or three days, it will be impossible, I won't see it that way.
KR: This text, accompanying your photos, is pretty impressional.
SM: It is a portraiture of our little trip to Montevideo in Uruguay.
KR: Did all those pictures provoke some special conversations?
SM: Not really. What I like the most is to portray people, when they seem absent, show no emotion. I don't do much conceptual stuff, rather shoot instant surrounding reality.
KR: That is why you have your blog? Is it a form of a diary?
SM: In a way, yes. There are lots of my friends in my pictures, hey want to see their portraits, blog makes it real easy to communicate with people. I'm far too lazy to email all this shots. Rules turned out to be quite easy, one post is one film with it's own story. Even if I expose three films in one day, they make their little stories.
KR: Excerpts from life? With all the fortuitousness?
SM: Yeah. Recently somehow I've overcame some arrears, last week I've finished posting last November.
KR: How long have you been shooting?
SM: I got my first own camera for my 18th birthday, I've chosen it myself and I've just started shooting.
KR: Lately, you have been shooting more atmospheres, more climates or maybe more ambiene than specific events.
SM: I've grown up a bit, I like to chase this unspoken space, search for transcendece. I like stillness in pictures.
KR: There used to be more dynamic shots, party stuff.
SM: It still happens, sometimes I hit the town, but I don't drink at all, it's been two months now and my partying evolved a bit, I'm home early.
KR: Oh yes, your experiments. You're on a starvation diet. Which day is it?
SM: First one. It takes three to let your digestive system rest and clean itself.
KR: So it's only water for now?
SM: Yes. Back in the high school, I got high and watches "Rozmowy w toku" with Ewa Drzyzga (polish talk-show and it's host) and got inspired by the show, I haven't eaten for three days. It is called inedia.
KR: But you have to do drink something?
SM: It depends. You can try this dry starvation diet, when you don't. It is all about getting your body clean. People eat far too much, really bad food, they just stuff their stomachs. It is possible not to eat for forty days.
KR: Just like Jesus on the desert.
SM: Yes.
KR: But do you have to drink?
SM: Some poeple don't, but most really should. Three days to purify your digestive system, a week purifies all your body fluids, two weeks for soft tissues and tendons, after forty days your bones are renewed and your bidy heals diseases, it switches to inner nutrition. But 40 is a dangerous number – three more days and you are dead.
KR: Your longest starvation?
SM: Five days, then I felt it's time to eat something. It was right after heavy two days party, rinsed with booze and it was pretty stupid to start this diet after such treatment.
KR: And now you don't drink alcohol?
SM: Back in Morocco, we used to smoke every single day. They have Ramadan there, full months post, so i figured out, we could have anti-Ramadan, when you smoke for a month. After i got back to Poland, I thought about some asceticism. I used to experiment with drugs, it was time to experiment with sobriety. It was hard at first, self-destruction was strong within myself, there's always an opportunity to get wasted. One day, around noon, I got out from Luzztro club (right place to get high in Warsaw) and after some sleep I've decided I'm ready to get boring. No smokes, no booze, no meat. My blood type is ARh+, which means I am a descendant of farmers and eating turnip is good for me.
KR: Last time we've seen, you said you're getting ready for the end of the world.
SM: In a way it's true, I have this feeling, for quite sme time, that pace of life is accelerating and information circulation rate is really disturbing and if it will go on like that it has to crash one day. There is still a chance, but it requires some bigger consciousness stunt.
KR: So a beard to your ankles, bare feet...
SM: There is this theory, that next year it's the end. Actually there are many, the galactic equinox, polar shift, sun storms. It doesn't sound very nice, so maybe it's a good idea to grow a beard.
KR: You'll be ready.
SM: I guess.
www.szymonmalecki.com
www.myspace.com/impersonaldetachment
[English version below]
Wysiedliśmy dziesięć minut przed północą. "Dojechaliśmy jeszcze dzisiaj", zażartował Brat. Olaliśmy taksówkę i zaczęliśmy iść w stronę centrum. Obaj byliśmy głodni. Tramwaj się spóźnił i nie mieliśmy czasu nic zjeść tego dnia. Ja do porannej kawy zjadłem trzy półksiężyce, co wcale nie było do mnie podobne, ale widocznie miałem jakieś złe przeczucia. "Nie jesteśmy przecież zdesperowani, nie jedzmy w pierwszej lepszej pizzerii" powiedziałem do Brata. "Możemy zjeść w drugiej gorszej." Możemy. Zwłaszcza, że muszę im tłumaczyć moim wybitnym hiszpańskim, że ma być bez grzybów i bez sera. W najlepszym wypadku znowu mnie wyśmieją, jak w La Continental.
Poszliśmy dalej, ale knajpy zniknęły. Pojawiły się za to dziwki. Pierwszy był uroczy transwestyta, kręcący tyłkiem do muzyki z walkmana. Był sam. Kolejne grupki dziewcząt wyglądały jak naspidowane dresiary. "Szybciej tu coś wyruchamy, niż zjemy", zauważyłem. Po krótkiej, nieudanej próbie sprzedania swojej dupy, przełączały się w tryb agresora. Zapewne myślały,że jesteśmy pedałami. Co nie było znowu takie dalekie od prawdy. "To nie jest moja wina, że wyglądasz jak pedał," skomentował Brat.
Za wydziałem architektury skręciliśmy na centrum i szybko znaleźliśmy pizzerie. Brat uznał głośną muzykę i pełny lokal za dobry znak. Kelnerki były naprawdę niezłe, obie po lekkich, naprawdę nieznacznych poprawkach, mogłyby poważnie zająć się psychobilly. Brat znowu bez sera, więc dla równowagi ja zamówiłem cztery. W zasadzie interesowała mnie muzarella i niebieski, jakie były pozostałe dwa - nie wiem.
Szliśmy jakieś pół godziny na stare miasto, a na głównym placu jacyś lokalsi skomentowali nasz widok: "Beautiful!" Byłem zdezorientowany. Do dziś nie wiem, co to miało znaczyć. Zaraz potem jakiś sympatyczny koleżka zaproponował nam marijuane. "Muchas gracias", podziękowałem grzecznie. Jakkolwiek nie miałem na nią ochoty, ani bletek, zrobiło mi się głupio, że nie zapytałem Brata. W końcu byłem jego tłumaczem. "Wybacz, że nie zapytałem, może ty miałeś ochotę?" Myślę, że tamto pytanie zrozumiał bez mojej pomocy.
Głośna muzyka skierowała nas w lewo. Szukaliśmy hotelu, bo interesował nas wyłącznie prysznic, spacer już nie sprawiał przyjemności. Nienawidzę jak mi się lepią dłonie i twarz. A teraz trwało to już kilka godzin. Muzyka okazałą się być głównie upierdliwą trąbką. Ludzi było nawet sporo, ale jak dla mnie wyglądało to na chujową imprezę. Obok był hotel, ale poszliśmy dalej od tego hałasu. Po dziesięciu minutach byliśmy z powrotem. Kupiliśmy prysznic za hałas.
We got out of the bus ten minutes before midnight. "We made it today", said my brother. We passed the cabs and started towards the city center. We were both hungry. Our water tram was late and we didn't have time to eat anything today. I've had three medialunas with my morning coffee, which wasn't my thing, but I suppose I had some bad feelings about this.
"We are not desperate, we don't have to eat at first pizza spot we find", I said do my brother. "We don't have to eat at the second, either." No, we don't. I have to explain to them, in my brilliant Spanish, that it has to be without mushrooms and cheese. Probably they will laugh at us, like they did in La Continental.
We went on. Bars and restaurant disappeared. Hookers appeared in their place. The first one was an adorable transvestite, moving his ass to the rhythm of the music from his walkman. Then there were groups of cheap looking girls and they all seemed to be high on speed. "It's easier to get laid, then to eat around here", I said. After short, pointless attempt to sell their bodies, they switched to some kind of aggressive manner. They probably thought we were gay, which wasn't that far from the truth. "It's not my fault, you look like a fag", said my brother.
After we passed the faculty of architecture's building, we turned right and found some pizza pretty soon. My brother recognized crowd and loud music as a good sign. Both waitresses were really hot, after some tiny, really minor adjustments, they could go for full-time psychobilly. My brother had it without the cheese again, so I took four. I wanted only muzarella and blue cheese, I didn't know what the others were. I didn't care.
It took us another half of an hour to get to the old town. On the main square, some local people commented on our appearance: "Beautiful!" I was confused. What the fuck that supposed to mean? Right after that, some young fellow offered us grass. "Muchas gracias", I thanked him politely. I didn't want to smoke, nor had any rolling papers, but I felt bad about not asking my brother. "Forgive me not asking you, maybe you care for some weed?" I guess he figured out that one without my help.
Loud music made us turn left. We were looking for a hotel, we both really needed a shower and found no pleasure in walking anymore. I hate it when my face and palms of my hands are sweaty and it's been few hours now. Loud music turned out to be mostly some annoying trumpet. There were lots of young people, but the party looked like shit to me. There was a hotel, but we went on away from the noise. We were back ten minutes later. We traded peace for a shower.
All photos by Szymon Malecki. All rights reserved.
Kolejna DIKowa rozmowa z serii: młodzi, zdolni, oryginalni. Tym razem poznajcie Szymona – 27 lat, fotograf i muzyk, gra w Rotofobii, a obecnie pracuje nad solowym projektem muzycznym (impersonal detachment), w ramach którego m.in. będzie śpiewać (po raz pierwszy). Z DIK Fagazine postanowił podzielić się zdjęciami portretującymi brata Marcina, z którym odbył wycieczkę do Argentyny.
![]() |
| Szymon by Marcin |
Karol Radziszewski: Jak długo chodujesz brodę?
Szymon Małecki: Z pół roku. Pojechałem na miesiąc do Maroka, tam się zapuściłem i już nie wróciłem do dbania o siebie.
KR: Najpierw byłeś takim gładkim chłopcem, potem miałeś wąsy, a teraz konkretna broda.
SM: U mnie wogóle występuje dosyć duża dynamika. Nudzę się szybko. A tak bezpośrednio, to zainspirowało mnie zdjęcie przodka, bo przeprowadziłem się do mieszkania po mojej zmarłej babci i tam znalazłem zdjęcie pradziadków. Pradziadek miał takie krzaczaste wąchole, zupełnie zaniedbane i zapuszczone. Wyglądały jak jakieś krzaki.
KR: Pradziadek też był rudy?
SM: Nie wiem, czarno-biała fotografia.
KR: Czy Rotofobia jeszcze istnieje?
SM: Sebastian jest teraz w Londynie, więc trochę przycichło. On musi przyjechać tu albo ja tam, żebyśmy mogli zagrać koncert, ale kończymy powoli płytę. Niedawno powstał teledysk do premierowego singla (Echo). Odkąd odszedł perkusista, nastawiony bardziej na rock-n-rolla, otworzyliśmy głowy na inne rzeczy i nowy materiał nie będzie miał wiele wspólnego z tym co kojarzono z nami dotychczas, z tym indie, które pokutuje jakoś cały czas.
KR: No właśnie, pamiętam, że jak graliście koncery, to jako Ci młodzi, ładni chłopcy wzbudzaliście szał publiki. Byliście ogoleni, gładcy, starannie ubrani.
SM: Staramy się dbać o siebie, na scenie szczególnie.
KR: Teraz, jak rozumiem, wystąpisz już z nowym image?
SM: Tak.
KR: I nie swędzi ta broda?
SM: Nie, tylko stopniowo jak rosną wąsy, to coraz trudniej się całować.
KR: OK. A ten wyjazd do Argentyny, gdzie zrobiłeś zdjęcia, które pokazujemy teraz na DIKu, to były poprostu wakacje?
SM: Ojciec wysłał nas razem, w ramach prezentu. Nigdy wcześniej z bratem nie podróżowałem, nie spędzaliśmy dawno tyle czasu wspólnie, nie mieszkamy razem, więc to było dosyć ciekawe doświadczenie. Dwa tygodnie ze sobą non stop.
KR: Wspomniałeś, że te foty powstawały gdzieś tam z myślą o DIKu?
SM: Trochę tak. Mój brat jest gejem, więc to był jakiś podstawowy link do tego. To dość osobista sesja i pomyślałem, że takie rodzinne spojrzenie mogłoby być interesujące. Wiadomo, że nie chodziło o jakieś kontrowersje, to są spokojne zdjęcia, takie wakacyjne.
KR: Powstawały jako seria?
SM: Zawsze fotografuję rzeczywistość naokoło siebie, a że mój brat był jedynym człowiekiem z którym tam byłem, więc stał się w naturalny sposób moim modelem. Oprócz landszaftów i architektury, pojawiały się też portrety.
KR: Łatwiej Ci fotografować kogoś kogo dobrze znasz?
SM: Najłatwiej jest fotografować kogoś, kto już przywykł, że go dużo fotografuję. Mój brat na tym wyjeździe musiał się bardziej otworzyć, bo nie był przyzwyczajony do obiektywu.
KR: Spinał się?
SM: Na początku nie wiedział co ma robić. Natomiast niektórzy ludzie, których jakoś dłużej fotografuję, są takimi kotami, sami generują sytuacje i nie ma zupełnie spiny.
KR: Czyli wolisz fotografować znajomych?
SM: Tak. Czasem tak mam z dziewczynami – możesz popatrzeć na zdjęcie i widzisz w jej spojrzeniu w obiektyw coś szczególnego. Widać co nas łączy, albo ona generuje coś...
KR: Rodzaj flirtu?
SM: Może tak. Jak fotografuję swoje dziewczyny, to zawsze jest coś trochę innego w ich spojrzeniu.
KR: Czyli jak fotografujesz swoich kumpli, to inaczej na nich patrzysz?
SM: Nie, z mojej strony nie. To znaczy wybieram może inne ujęcia, np. z kumplami nie robię aktów, ale to wynika chyba bardziej z czegoś innego, szczególnie kiedy model patrzy w obiektyw. Ja staram się być przezroczysty. Zdjęcia mają to do siebie, że czasem bardzo kłamią – możesz bardzo pięknie sfotografować ludzi, którzy nie do końca są piękni, albo poprzez sam klimat możesz tworzyć dodane wartości. Z drugiej strony zdjęcia mogą też obnażyć prawdę. Czasem zaskakuje mnie, że robię zdjęcie i potem widzę coś, czego nigdy nie dostrzegałem, a na tym zdjęciu jest to nagle widoczne. Miałem sytuacje, że na kliszy wychodziła prawda, która była ukryta, albo którą ktoś starał się zasłonić.
KR: Z bratem też tak było?
SM: Różnie. Czasem wyglądał jak nie on, a czasem zrelaksowany zapadał się już w fotel i nie było to akurat atrakcyjne fotograficznie. Na takich wyjazdach początkowo na wszystko patrzysz świeżym okiem. Ja przez pierwsze dwa dni zawsze robię dużo zdjęć, bo wiem, że już potem nie będę miał do tego dostępu, nie będę tak widział.
KR: Ten tekst, który towarzyszy fotom, też jest dość impresyjny.
SM: To opis naszego krótkiego wypadu z Buenos Aires do Urugwaju, do Montevideo.
KR: Robienie zdjęć bratu sprowokowało jakieś szczególne rozmowy?
SM: Raczej nie. Najbardziej lubię fotografować, kiedy ludzie są jakoś nieobecni, nie ma żadnych emocji na ich twarzy. Generalnie mało robię zdjęć wykoncypowanych, projektów, raczej spontanicznie dokumentuję rzeczywistość.
KR: Dlatego prowadzisz bloga, to forma dziennika?
SM: W jakimś sensie tak. Na zdjęciach jest dużo moich znajomych, oni potem chcą to obejrzeć, więc blog mi daje łatwość w komunikacji z ludźmi, którzy są dookoła mnie. Jestem zbyt leniwy, żeby spędzać tyle czasu przy komputerze i wysyłać im to na maila. Z czasem formuła się wyklarowała i jeden post to jest jedna rolka filmu, która ma swoją historię. Nawet jeśli jednego dnia robię trzy rolki, to i tak nie wycinam z tego osobnej historii, cyklu.
KR: Czyli takie sety z życia, z całą przypadkowością?
SM: Tak. Teraz udało mi się trochę nadrobić zaległości, w zeszłym tygodniu wrzucałem jeszcze listopad ubiegłego roku.
KR: Długo już fotografujesz?
SM: Na osiemnaste urodziny zażyczyłem sobie aparat, który miałem wcześniej upatrzony i poprostu zacząłem robić zdjęcia.
KR: Ostatnio chyba więcej masz zdjęć atmosfer, bardziej klimatów, niż konkretnych wydarzeń.
SM: No trochę dojrzałem, lubię szukać takich niedopowiedzianych przestrzeni, jakiejś transcendencji. Lubię spokój na zdjęciach.
KR: Wcześniej chyba było więcej fot dynamicznych, imprezowych?
SM: To też się zdaża oczywiście, czasem chodzę na imprezy. Chociaż ostatnio nie piję alkoholu, już od dwóch miesięcy, więc te moje imprezy troszeczkę ewoluowały, wcześniej wracam do domu.
KR: No właśnie, te Twoje eksperymenty. Teraz jesteś na głodówce. Który dzień?
SM: Pierwszy dopiero. Myślę, że trzy dni są potrzebne, żeby układ pokarmowy się oczyścił i odpoczął sobie zupełnie.
KR: Czyli pijesz tylko wodę?
SM: Tak. Jak byłem w liceum, to nastukany obejrzałem "Rozmowy w toku" z Ewą Drzyzgą i zainspirowany programem trzy dni potem nie jadłem. Inedia to się nazywa.
KR: Ale pije się coś?
SM: Różnie. Można też robić takie posty suche, kiedy nic nie pijesz. Chodzi o oczyszczenie organizmu. Ludzie jedzą za dużo, źle, zapychają swój żołądek. Maksymalnie możesz nie jeść przez czterdzieści dni.
KR: Jak Chrystus na pustyni.
SM: Tak.
KR: Ale pić trzeba?
SM: Niektórzy nie muszą, ale większość ludzi powinna. Trzy dni oczyszcza ci się układ pokarmowy, tydzień oczyszczają ci się wszystkie płyny ustrojowe, dwa tygodnie oczyszczają się tkanki miękkie i ścięgna, a po tych czterdziestu dniach oczyszczają ci się kości i twój organizm sam się leczy, całkowicie przełącza się na wewnętrzne odżywianie. Ale czterdzieści dni to jest okres niebezpieczny, a jeszcze trzy dni dłużej to już umierasz.
KR: Ile najdłużej głodowałeś?
SM: Pięć dni, a potem poczułem, że już czas żeby coś zjeść. Byłem dwa dni po jakimś ostrym melanżu, wypłukany strasznie tym alkoholem i to by było strasznie głupie, żeby się głodzić zaraz po takim przelocie.
KR: A teraz nie pijesz alkoholu?
SM: Jak byłem w Maroku, to się nie opieprzaliśmy z tematem i codziennie paliliśmy. Tam mają miesiąc postu, kiedy jest Ramadan, więc wymyśliłem, żeby zrobić anty-Ramadan, kiedy jest jaranie non stop przez miesiąc. Po powrocie próbowałem sobie jakąś ascezę narzucić. Wiele eksperymentowałem z narkotykami i alkoholem wcześniej, więc teraz chciałem poeksperymentować trochę z trzeźwością. Było to trudne, bo autodestrukcja się upominała i wciąż nadażały się okazje, żeby się upierdolić. Raz wyszedłem w południe z Luzter, po takim grubym melanżu, i jak się w domu obudziłem, to stwierdziłem, że mogę zostać już nudziarzem i się ograniczyć. Rzuciłem palenie, alkohol, przestałem jeść mięso. Mam grupę ARh+ co podobno oznacza, że jestem potomkiem rolników i jedzenie brukwi jest dla mnie dobre.
KR: Jak się ostatnio spotkaliśmy, to powiedziałeś, że szykujesz się już na koniec świata.
SM: W jakimś sensie tak, już od dawna mam takie refleksje, że akceleracja tempa życia i hiperinformacyjne społeczeństwo są niepokojące, jeśli się będzie w tym tempie rozwijać, to musi w którymś momencie pieprznąć w ścianę. Jest jeszcze szansa, ale to trzeba by większą woltę świadomościową wykonać.
KR: Czyli broda do pasa, boso...
SM: No jest ta teoria, że w przyszłym roku będzie koniec. W zasadzie teorie są różne, że układ słoneczny przejdzie przez równik galaktyki, Ziemia się przebiegunowi, będą burze na słońcu. Konsekwencje takich zjawisk nie są wesołe, więc może dobrze byłoby mieć wielką brodę wtedy.
KR: Będziesz gotowy.
SM: No chyba tak.
www.szymonmalecki.com
www.myspace.com/impersonaldetachment
DIK Fagazine presents another conversation from "young, able, original" series. Meet Szymon – aged 27, photographer and musician, plays in Rotofobia band, recently working on his solo project (impersonal detachment). With DIK Fagazine he shares portraits of his brother Marcin, taken on their trip to Argentina.
![]() |
| self-portrait |
Karol Radziszewski: How old is your beard?
Szymon Malecki: About half a year. I've spent last November in Morocco, there I've stopped taking care of my hair and I haven't done it since.
KR: At first you were a sleek-faced boy, then you had a moustache and now a propper beard.
SM: My looks are pretty dynamic. I get bored easily. But the direct inspiration was a photograph of my ancestor. I've moved to my late grandma's apartment and found a picture of my great grandparents. My great grandfather had this bushy moustache, totally neglected and unkempt. Looked like some kind of bush.
KR: Was his hair red, like yours?
SM: I don't know. Black and white photograph.
KR: Does Rotofobia still exist?
SM: Sebastian lives in London now, so it's pretty calm. He has to get here, or I have to go there to make a gig possible, but he's about to finish our debut album. Video for our first single (Echo) is out. Since the departure of our drummer, who used to think in rock-n-roll terms, we have opened our minds for other things and we will not sound much like we did before. Most people still think of Rotofobia as an indie-rock band.
KR: Right, I can remember, when you were still playing, it were these young, pretty boys who used to get the audience mad. You were clean-shaven, smooth, neatly dressed.
SM: We try to take care of ourselves, especially on stage.
KR: Now you'll perform with your new image?
SM: Right.
KR: And does it itch, this beard?
SM: No, but gradually as the mustache grows, it's getting harder to kiss.
KR: OK. About this trip to Argentina, where you took the pictures, was it just a regular vacation?
SM: The trip was a gift from our father. It was our first voyage, it's been some time since we've spent so much time together. We don't live together, so it was an interesting experience. Almost two weeks seeing each other every day.
KR: You have mentioned that you have taken this pictures, thinking about DIK.
SM: Yes. My brother is gay, so that was the basic link. This session is rather personal and I thought that this family perspective might be interesting. No controversial stuff, just peaceful photographs, vacation.
KR: They were meant as a series?
SM: I photograph surrounding reality and my brother was my only companion, so he naturally became my model. Among landscapes and architecture, portraits emerged.
KR: Do you prefer to portray people you know well?
SM: It is easiest when people are used to both camera and myself behind it. My brother had to relax a bit, he wasn't used to being photographed on a daily basis.
KR: Was he tense?
SM: He didn't know what to do. Some people, I've been doing for quite some time, are so smooth, that I don't have to do anything anymore. I don't need to tell them what to do, they act on their own and are totally relaxed.
KR: So you prefer to photograph your friends?
SM: Yeah. Sometimes it happens with girls - sometimes when you look at the picture, you can see something special in the way they look into the lens. You can catch a relation in the eyes.
KR: Some kind of a flirt?
SM: Maybe. There is always something special, when I take pictures of my girlfriends.
KR: So it's different story, when you portray guys?
sM: No, not from my point of view. Maybe I decide to take different shots, I don't do nude pictures with men, but that's not the point, especially in the pictures when they look at the camera. I just try to get transparent. Photographs are capable of lying. You can take a beautiful shot of someone not very beautiful, or with a certain mood you can create some added values. On the other hand pictures are capable of unveiling the truth. My pictures sometimes surprise me, I look at one I've taken and see something, I haven't noticed before – the picture makes it apparent.
KR: Did it happen with your brother?
SM: Sometimes he looked like someone else, sometimes he got so relaxed that he sunk into an armchair and it wasn't interesting visually. When you go on a trip, you have a fresh eye for everything. During first two days I always try to take lots of pictures, I know that in two or three days, it will be impossible, I won't see it that way.
KR: This text, accompanying your photos, is pretty impressional.
SM: It is a portraiture of our little trip to Montevideo in Uruguay.
KR: Did all those pictures provoke some special conversations?
SM: Not really. What I like the most is to portray people, when they seem absent, show no emotion. I don't do much conceptual stuff, rather shoot instant surrounding reality.
KR: That is why you have your blog? Is it a form of a diary?
SM: In a way, yes. There are lots of my friends in my pictures, hey want to see their portraits, blog makes it real easy to communicate with people. I'm far too lazy to email all this shots. Rules turned out to be quite easy, one post is one film with it's own story. Even if I expose three films in one day, they make their little stories.
KR: Excerpts from life? With all the fortuitousness?
SM: Yeah. Recently somehow I've overcame some arrears, last week I've finished posting last November.
KR: How long have you been shooting?
SM: I got my first own camera for my 18th birthday, I've chosen it myself and I've just started shooting.
KR: Lately, you have been shooting more atmospheres, more climates or maybe more ambiene than specific events.
SM: I've grown up a bit, I like to chase this unspoken space, search for transcendece. I like stillness in pictures.
KR: There used to be more dynamic shots, party stuff.
SM: It still happens, sometimes I hit the town, but I don't drink at all, it's been two months now and my partying evolved a bit, I'm home early.
KR: Oh yes, your experiments. You're on a starvation diet. Which day is it?
SM: First one. It takes three to let your digestive system rest and clean itself.
KR: So it's only water for now?
SM: Yes. Back in the high school, I got high and watches "Rozmowy w toku" with Ewa Drzyzga (polish talk-show and it's host) and got inspired by the show, I haven't eaten for three days. It is called inedia.
KR: But you have to do drink something?
SM: It depends. You can try this dry starvation diet, when you don't. It is all about getting your body clean. People eat far too much, really bad food, they just stuff their stomachs. It is possible not to eat for forty days.
KR: Just like Jesus on the desert.
SM: Yes.
KR: But do you have to drink?
SM: Some poeple don't, but most really should. Three days to purify your digestive system, a week purifies all your body fluids, two weeks for soft tissues and tendons, after forty days your bones are renewed and your bidy heals diseases, it switches to inner nutrition. But 40 is a dangerous number – three more days and you are dead.
KR: Your longest starvation?
SM: Five days, then I felt it's time to eat something. It was right after heavy two days party, rinsed with booze and it was pretty stupid to start this diet after such treatment.
KR: And now you don't drink alcohol?
SM: Back in Morocco, we used to smoke every single day. They have Ramadan there, full months post, so i figured out, we could have anti-Ramadan, when you smoke for a month. After i got back to Poland, I thought about some asceticism. I used to experiment with drugs, it was time to experiment with sobriety. It was hard at first, self-destruction was strong within myself, there's always an opportunity to get wasted. One day, around noon, I got out from Luzztro club (right place to get high in Warsaw) and after some sleep I've decided I'm ready to get boring. No smokes, no booze, no meat. My blood type is ARh+, which means I am a descendant of farmers and eating turnip is good for me.
KR: Last time we've seen, you said you're getting ready for the end of the world.
SM: In a way it's true, I have this feeling, for quite sme time, that pace of life is accelerating and information circulation rate is really disturbing and if it will go on like that it has to crash one day. There is still a chance, but it requires some bigger consciousness stunt.
KR: So a beard to your ankles, bare feet...
SM: There is this theory, that next year it's the end. Actually there are many, the galactic equinox, polar shift, sun storms. It doesn't sound very nice, so maybe it's a good idea to grow a beard.
KR: You'll be ready.
SM: I guess.
www.szymonmalecki.com
www.myspace.com/impersonaldetachment
[English version below]
Wysiedliśmy dziesięć minut przed północą. "Dojechaliśmy jeszcze dzisiaj", zażartował Brat. Olaliśmy taksówkę i zaczęliśmy iść w stronę centrum. Obaj byliśmy głodni. Tramwaj się spóźnił i nie mieliśmy czasu nic zjeść tego dnia. Ja do porannej kawy zjadłem trzy półksiężyce, co wcale nie było do mnie podobne, ale widocznie miałem jakieś złe przeczucia. "Nie jesteśmy przecież zdesperowani, nie jedzmy w pierwszej lepszej pizzerii" powiedziałem do Brata. "Możemy zjeść w drugiej gorszej." Możemy. Zwłaszcza, że muszę im tłumaczyć moim wybitnym hiszpańskim, że ma być bez grzybów i bez sera. W najlepszym wypadku znowu mnie wyśmieją, jak w La Continental.
Poszliśmy dalej, ale knajpy zniknęły. Pojawiły się za to dziwki. Pierwszy był uroczy transwestyta, kręcący tyłkiem do muzyki z walkmana. Był sam. Kolejne grupki dziewcząt wyglądały jak naspidowane dresiary. "Szybciej tu coś wyruchamy, niż zjemy", zauważyłem. Po krótkiej, nieudanej próbie sprzedania swojej dupy, przełączały się w tryb agresora. Zapewne myślały,że jesteśmy pedałami. Co nie było znowu takie dalekie od prawdy. "To nie jest moja wina, że wyglądasz jak pedał," skomentował Brat.
Za wydziałem architektury skręciliśmy na centrum i szybko znaleźliśmy pizzerie. Brat uznał głośną muzykę i pełny lokal za dobry znak. Kelnerki były naprawdę niezłe, obie po lekkich, naprawdę nieznacznych poprawkach, mogłyby poważnie zająć się psychobilly. Brat znowu bez sera, więc dla równowagi ja zamówiłem cztery. W zasadzie interesowała mnie muzarella i niebieski, jakie były pozostałe dwa - nie wiem.
Szliśmy jakieś pół godziny na stare miasto, a na głównym placu jacyś lokalsi skomentowali nasz widok: "Beautiful!" Byłem zdezorientowany. Do dziś nie wiem, co to miało znaczyć. Zaraz potem jakiś sympatyczny koleżka zaproponował nam marijuane. "Muchas gracias", podziękowałem grzecznie. Jakkolwiek nie miałem na nią ochoty, ani bletek, zrobiło mi się głupio, że nie zapytałem Brata. W końcu byłem jego tłumaczem. "Wybacz, że nie zapytałem, może ty miałeś ochotę?" Myślę, że tamto pytanie zrozumiał bez mojej pomocy.
Głośna muzyka skierowała nas w lewo. Szukaliśmy hotelu, bo interesował nas wyłącznie prysznic, spacer już nie sprawiał przyjemności. Nienawidzę jak mi się lepią dłonie i twarz. A teraz trwało to już kilka godzin. Muzyka okazałą się być głównie upierdliwą trąbką. Ludzi było nawet sporo, ale jak dla mnie wyglądało to na chujową imprezę. Obok był hotel, ale poszliśmy dalej od tego hałasu. Po dziesięciu minutach byliśmy z powrotem. Kupiliśmy prysznic za hałas.
We got out of the bus ten minutes before midnight. "We made it today", said my brother. We passed the cabs and started towards the city center. We were both hungry. Our water tram was late and we didn't have time to eat anything today. I've had three medialunas with my morning coffee, which wasn't my thing, but I suppose I had some bad feelings about this.
"We are not desperate, we don't have to eat at first pizza spot we find", I said do my brother. "We don't have to eat at the second, either." No, we don't. I have to explain to them, in my brilliant Spanish, that it has to be without mushrooms and cheese. Probably they will laugh at us, like they did in La Continental.
We went on. Bars and restaurant disappeared. Hookers appeared in their place. The first one was an adorable transvestite, moving his ass to the rhythm of the music from his walkman. Then there were groups of cheap looking girls and they all seemed to be high on speed. "It's easier to get laid, then to eat around here", I said. After short, pointless attempt to sell their bodies, they switched to some kind of aggressive manner. They probably thought we were gay, which wasn't that far from the truth. "It's not my fault, you look like a fag", said my brother.
After we passed the faculty of architecture's building, we turned right and found some pizza pretty soon. My brother recognized crowd and loud music as a good sign. Both waitresses were really hot, after some tiny, really minor adjustments, they could go for full-time psychobilly. My brother had it without the cheese again, so I took four. I wanted only muzarella and blue cheese, I didn't know what the others were. I didn't care.
It took us another half of an hour to get to the old town. On the main square, some local people commented on our appearance: "Beautiful!" I was confused. What the fuck that supposed to mean? Right after that, some young fellow offered us grass. "Muchas gracias", I thanked him politely. I didn't want to smoke, nor had any rolling papers, but I felt bad about not asking my brother. "Forgive me not asking you, maybe you care for some weed?" I guess he figured out that one without my help.
Loud music made us turn left. We were looking for a hotel, we both really needed a shower and found no pleasure in walking anymore. I hate it when my face and palms of my hands are sweaty and it's been few hours now. Loud music turned out to be mostly some annoying trumpet. There were lots of young people, but the party looked like shit to me. There was a hotel, but we went on away from the noise. We were back ten minutes later. We traded peace for a shower.
All photos by Szymon Malecki. All rights reserved.
March 22, 2011
POMADA 2
POMADA już za 3 miesiące!
Dołącz!
Zapraszamy do współpracy w ramach tygodnia nieheteronormatywnych działań społeczno-kulturalnych.
Czas: 3-12 czerwca 2011
Miejsce: Warszawa
Budżet: brak, DIY, nie bierzemy pieniędzy od komercyjnych sponsorów, nie bierzemy grantów miejskich, szukamy tanich rozwiązań
Co dajemy: pomoc w kwestiach organizacyjno-logistycznych, skuteczny parasol promocyjno-komunikacyjny, wspólny fun, perspektywy koleżeńskie ;-)
Zgłoszenia pomysłów/gotowych projektów: info@pomada.info.pl
POMADA zastrzega sobie prawo wyboru zgłoszonych projektów.
POMADA to grupa paru osób, które po raz drugi połączą siły, by zaprezentować wydarzenia o nieheteronormatywnej wrażliwości.
Wiele nas różni, ale to co nas łączy to frajda z nieustannego wymykania się przymusowej heteroseksualności, poczucie przynależności lokalnej, wyczulenie na wszelkie neoliberalne zapędy w ruchu LGBTQ, zamiłowanie do działań oddolnych w duchu D-I-Y i przede wszystkim poczucie humor, również na własny temat.
W pierwszej połowie czerwca już po raz drugi zapraszamy na specjalnie przygotowane przez nas wydarzenia kulturalne, jak i na propozycje innych zaprzyjaźnionych organizacji, instytucji, kolektywów.
Zapraszamy wszystkich: każdej płci i każdej orientacji – GANC POMADA!
www.pomada.info.pl
March 17, 2011
Interview with Dawid Kot
Ladies and Gentleman, let me introduce you to a young, gifted, courageous and wild at times - DAWID KOT.
A photographer, model, poet. A boy that has been blessed with numerous talents. He recently has turned 18, lives in Cracow, but dreams of Iceland. Exclusively for DIK Fagazine he has prepared a photo session with an eye-catching Cynk.
Below you can find my interview with Dawid. For the time being the text is for those who know Polish, and those who don't - enjoy the images ;) More photos can be found on: www.uhar.blogspot.com
Proszę Państwa, pozwólcie Państwo, że przedstawię: młody, zdolny, odważny, czasami trochę postrzelony - DAWID KOT. Taaddaamm!
Karol Radziszewski: Poprosiłem Cię, żebyś zrobił specjalną sesję dla DIK Fagazine. Podobno był kłopot z pozyskiwaniem modeli?
Dawid Kot: Tak. Mam wrażenie, że oni się boją, że jak wystąpią w czymś takim, to od razu wiadomo, że wszyscy przypną im wiadomo jaką plakietkę.
KR: Że są pedałami, tak?
DK: Tak. A nie trzeba być pedałem, żeby pozować nago. Ja lubię sobie robić zdjęcia rozebrane. Chociażby dzisiaj na zajęciach w Akademii Fotografii nie przyszła modelka, więc wystąpiłem przechadzając się w futrze, z gołą klatą.
Koledzy stwierdzili, żebym lepiej tych zdjęć nie robił dla Ciebie, bo też mi przypnął taką plakietkę i wogóle. A ja mówię, żeby dali spokój, że to moja praca. Natomiast koleżanki oczywiście były podjarane, jak się dowiedziały.
KR: Czemu wszyscy chłopcy w Polsce się mnie boją?
DK: Nie wiem, to jest jakieś dziwne.
KR: A Marcin, któremu robiłeś zdjęcia specjalnie dla DIKa, jest modelem?
DK: Nie, ta sesja to pierwszy raz kiedy on pozował w życiu. Zresztą uważa, że jest niefotogeniczny.
KR: Czemu akurat jego wybrałeś?
DK: Bo lubię fotografować ludzi, którzy nie są modelami, nie mają tej maniery w pozowaniu. Podoba mi się jego uroda, taka aryjska, taki blond cherubinek. Myślę, że jest dobry do tego. I jeszcze te różowe flamingi.
KR: Ta sesja to jakaś historia w zamyśle, czy raczej pojedyncze strzały?
DK: Nie, raczej nie buduję żadnej historii akurat w tym. Bardziej portretuję osobę jaką jest Cynk, czyli Marcin. Skupiam się żeby wydobyć z niego tą naturalną urodę.
KR: A ta sesja, którą widziałem na Twoim blogu, ta w starym babcinym domku?
DK: To jest dom babci mojej koleżanki. A Maćka to wychaczyłem w sumie na imprezie. Ogólnie to jestem nieśmiały i głupio mi tak zagadywać o pozowanie, ale jak już byłem trochę wstawiony, to mówię dobra, idę. I zgodził się. Tylko miałem problem z tym, że wciąż miał tą samą minę, bo on jest modelem i troszkę było widać tą manierę.
KR: Chodzi na pokazach?
DK: Chodzi. Wiem, że miał Lookbooka dla Marca Jacobsa ostatnio, do wiosennej kolekcji.
KR: Fajnie wygląda w tym wnętrzu.
DK: No ja tam na pewno jeszcze wrócę sobie samemu zrobić zdjęcia, bo mi się bardzo podoba to miejsce, atmosfera.
KR: Lubisz oldskulowe klimaty?
DK: Tak, bardzo. Dlatego jestem trochę zły na dziadków, że popalili dużo starych mebli jak nie mieli kasy na węgiel. To znaczy rozumiem ich, ale szkoda.
KR: Ty sam też jesteś modelem, prawda?
DK: No, chciałbym być.
KR: No jesteś w agencji, przecież tak Cię znaleźliśmy na pokaz MARIOS DIK.
DK: A to było akurat super przeżycie, bo spełniło się moje marzenie wyjścia na wybieg. Od kiedy jestem w agencji, do której trafiłem jak miałem 13 lat, to urosłem nie więcej niż 7-8 cm, więc nie mam tego wzrostu żeby chodzić.
KR: Ale to ciekawe, bo pamiętam, że jak wtedy szukaliśmy modeli, to paradoksalnie było trudno znaleźć takich chłopaków o delikatniejszej urodzie, nieprzypakowanych, bliższych współcześnie lansowanej sylwetce. Agencje pewnie za pięć lat się dopiero obudzą.
DK: No, a mi już zaczną wtedy zmarszczki na ryju wychodzić.
KR: A ile Ty masz lat właściwie?
DK: No w tym momencie mam już 18. Jestem posiadaczem dowodu osobistego i się z tego bardzo cieszę. Wygoda życia mi się otworzyła.
KR: A jak to się stało, że zostałeś modelem w wieku 13 lat?
DK: Byłem na wycieczce w Indiach i tam podchodziły do mnie różne osoby: "O, jestem reżyserem z Boollywood", dawali mi wizytówki, pytali czemu nie jestem modelem. Wtedy to zlałem troszeczkę, ale potem pomyślałem, że fajnie by było popozować. Zawsze lubiłem modę, moja mama była modelką. No więc zgłosiłem się do agencji, (wysłałem zdjęcia z tej wycieczki, jak leżę rozwalony w wodzie i wogóle), zaprosili mnie i powiedzieli, że chcą poczekać aż trochę podrosnę, żeby ta uroda się trochę wyklarowała. W międzyczasie podsyłali mi jakieś propozycje. Ale na jeden casting spóźniłem się trzy dni, więc trochę tak... A później trafiłem na Twój pokaz i zaproszono mnie na dwie sesje. Chyba przez to, że schlałem się jak dzika świnia i tańczyłem jak na rurze, no umówmy się...
KR: Modelujesz, fotografujesz, masz jakąś wymarzoną wizję tego co chcesz robić?
DK: Robię teraz maturę i składam teczke do Opavy. Jestem też w trakcie pisania scenariusza, bo bardzo chciałbym dostać się na reżyserię teatralną w krakowskiej PWST. Chciałbym być modelem, muzykiem, aktorem, pisać wiersze, robić zdjęcia... Na pewno da się to wszystko jakoś połączyć.
KR: A film?
DK: Łódź mnie chyba trochę odstrasza. Nie czuję tego klimatu. Nie byłem tam, ale widziałem na zdjęciach.
KR: Śledząc Twego bloga zaobserwowałem, że z narcyza przeistoczyłeś się stopniowo w obserwatora.
DK: Tak, trochę się zdystansowałem. Chcę zapisać różne momenty. No i piszę te teksty które powinny być jakąś wskazówką do zdjęć.
KR: To właściwie poezje są.
DK: Bardzo lubię zwrot "utwór wierszowany". Poezja to mi się kojarzy raczej z tym, że to było kiedyś, a teraz coś nowego powinno wlecieć. Robię to dla przyjemności.
KR: Te teksty dość hermetyczne są, nie?
DK: Nie chciałbym żeby były traktowane jako zwykły komentarz, raczej piszę o swoim stanie w odniesieniu do zdjęcia, żeby jakoś ująć tą rzeczywistość. Ludzie często zarzucają mi, że nie rozumieją tych tekstów, dopóki nie spędzą ze mną trochę czasu. Ostatnio kumple poprosili mnie, żebym im wyjaśnił o co w tym chodzi, no więc zacząłem słowo po słowie tłumaczyć. I wtedy mój kolega Kajtek skomentował: "Kot, kurwa, ciężka awangarda jak dla mnie". I zrobiło mi się tak miło na sercu.
KR: Lubisz niedostępność?
DK: Owszem, ale żeby interesowało to ludzi.
KR: Wolisz fotografować chłopaków czy dziewczyny?
DK: I chłopaków i dziewczyny. Obydwie płcie są interesujące.
KR: A co to za sesja, ta z plakatem z Jamesem Deanem? Powiedziałbym, że nawet lekko erotyczna.
DK: To jest Piotr ogólnie. Piotr jest świetnym człowiekiem i jest bardzo pracowity. Zaczął mnie bardzo inspirować. Ma aparycję takiego człowieka z lat dwudziestych, trzydziestych, międzywojennych. Lubię taki styl u facetów, bardzo mi się to podoba. On akurat potrzebował jakichś zdjęć dla swojej dziewczyny, żeby miała jakieś. No i stwierdziłem, że mogę go rozebrać, a on nie miał jakichś oporów większych. Wskoczył mi do wanny. Tą sesję zrobiliśmy na zapleczu sklepu z ciuchami vintage, który Piotr prowadzi. Mieszkał też tam jakiś czas.
KR: I co, podobały się foty dziewczynie?
DK: Myślę, że była bardzo zadowolona. Ma na co patrzeć jak go nie ma przy niej.
KR: Można powiedzieć, że ubierasz się dosyć ekstrawagancko, jak na nasze lokalne warunki, ludzie mają z tym problem?
DK: Chodziłem do gimnazjum sportowego i odkąd sięgam pamięcią starałem się jakoś odróżniać od tego wszystkiego. No i codziennie słyszałem, że wyglądam jak pedał, że jestem ciotą, rzucali we mnie kasztanami z kolcami, pomarańcze we mnie latały. Gimnazjum strasznie niszczy człowieka powiem Ci. I jeszcze jak masz na nazwisko Kot. Ile razy można biegać za kimś i krzyczeć "kici, kici!".
KR: Ale teraz chłopcy w Twoim otoczeniu to nie są raczej dresiarze?
DK: No na szczęście nie, oni starają się mieć swój styl.
KR: A masz dziewczynę?
DK: Miałem dziewczynę z którą się spotykałem, ale to nie był taki bardzo serio związek. Ja mam problem z wiernością.
KR: Tak?
DK: Kiedyś byłem wierny, zaangażowany mocno i to się potem na mnie odbiło niestety... Teraz jestem chyba bardziej egoistyczny.
KR: Myślałeś żeby wyjechać z Krakowa?
DK: Owszem, odpocząłbym sobie chętnie od rodziców. Może jak uda mi się zdać tą maturę, to pojadę sobie na Islandię. Tam się zakręcę, tam się zrobię. Tam jest przepięknie, ta pustka, te wulkany, gejzery.
KR: Będziesz tam siedział i pisał te...
DK: Utwory wierszowane. I będę jadł grzyby, które tam rosną, na glebie wulkanicznej...
Więcej zdjęć Dawida tutaj: www.uhar.blogspot.com
All photos by Dawid Kot. All rights reserved.
A photographer, model, poet. A boy that has been blessed with numerous talents. He recently has turned 18, lives in Cracow, but dreams of Iceland. Exclusively for DIK Fagazine he has prepared a photo session with an eye-catching Cynk.
Below you can find my interview with Dawid. For the time being the text is for those who know Polish, and those who don't - enjoy the images ;) More photos can be found on: www.uhar.blogspot.com
Proszę Państwa, pozwólcie Państwo, że przedstawię: młody, zdolny, odważny, czasami trochę postrzelony - DAWID KOT. Taaddaamm!
![]() |
| fot. Karol Radziszewski |
Karol Radziszewski: Poprosiłem Cię, żebyś zrobił specjalną sesję dla DIK Fagazine. Podobno był kłopot z pozyskiwaniem modeli?
Dawid Kot: Tak. Mam wrażenie, że oni się boją, że jak wystąpią w czymś takim, to od razu wiadomo, że wszyscy przypną im wiadomo jaką plakietkę.
KR: Że są pedałami, tak?
DK: Tak. A nie trzeba być pedałem, żeby pozować nago. Ja lubię sobie robić zdjęcia rozebrane. Chociażby dzisiaj na zajęciach w Akademii Fotografii nie przyszła modelka, więc wystąpiłem przechadzając się w futrze, z gołą klatą.
Koledzy stwierdzili, żebym lepiej tych zdjęć nie robił dla Ciebie, bo też mi przypnął taką plakietkę i wogóle. A ja mówię, żeby dali spokój, że to moja praca. Natomiast koleżanki oczywiście były podjarane, jak się dowiedziały.
KR: Czemu wszyscy chłopcy w Polsce się mnie boją?
DK: Nie wiem, to jest jakieś dziwne.
KR: A Marcin, któremu robiłeś zdjęcia specjalnie dla DIKa, jest modelem?
DK: Nie, ta sesja to pierwszy raz kiedy on pozował w życiu. Zresztą uważa, że jest niefotogeniczny.
KR: Czemu akurat jego wybrałeś?
DK: Bo lubię fotografować ludzi, którzy nie są modelami, nie mają tej maniery w pozowaniu. Podoba mi się jego uroda, taka aryjska, taki blond cherubinek. Myślę, że jest dobry do tego. I jeszcze te różowe flamingi.
KR: Ta sesja to jakaś historia w zamyśle, czy raczej pojedyncze strzały?
DK: Nie, raczej nie buduję żadnej historii akurat w tym. Bardziej portretuję osobę jaką jest Cynk, czyli Marcin. Skupiam się żeby wydobyć z niego tą naturalną urodę.
![]() |
| "hala oCynkowni" |
KR: A ta sesja, którą widziałem na Twoim blogu, ta w starym babcinym domku?
DK: To jest dom babci mojej koleżanki. A Maćka to wychaczyłem w sumie na imprezie. Ogólnie to jestem nieśmiały i głupio mi tak zagadywać o pozowanie, ale jak już byłem trochę wstawiony, to mówię dobra, idę. I zgodził się. Tylko miałem problem z tym, że wciąż miał tą samą minę, bo on jest modelem i troszkę było widać tą manierę.
KR: Chodzi na pokazach?
DK: Chodzi. Wiem, że miał Lookbooka dla Marca Jacobsa ostatnio, do wiosennej kolekcji.
KR: Fajnie wygląda w tym wnętrzu.
DK: No ja tam na pewno jeszcze wrócę sobie samemu zrobić zdjęcia, bo mi się bardzo podoba to miejsce, atmosfera.
KR: Lubisz oldskulowe klimaty?
DK: Tak, bardzo. Dlatego jestem trochę zły na dziadków, że popalili dużo starych mebli jak nie mieli kasy na węgiel. To znaczy rozumiem ich, ale szkoda.
![]() |
| młody wschodzący polski model Maciek Grubich |
KR: Ty sam też jesteś modelem, prawda?
DK: No, chciałbym być.
KR: No jesteś w agencji, przecież tak Cię znaleźliśmy na pokaz MARIOS DIK.
DK: A to było akurat super przeżycie, bo spełniło się moje marzenie wyjścia na wybieg. Od kiedy jestem w agencji, do której trafiłem jak miałem 13 lat, to urosłem nie więcej niż 7-8 cm, więc nie mam tego wzrostu żeby chodzić.
KR: Ale to ciekawe, bo pamiętam, że jak wtedy szukaliśmy modeli, to paradoksalnie było trudno znaleźć takich chłopaków o delikatniejszej urodzie, nieprzypakowanych, bliższych współcześnie lansowanej sylwetce. Agencje pewnie za pięć lat się dopiero obudzą.
DK: No, a mi już zaczną wtedy zmarszczki na ryju wychodzić.
KR: A ile Ty masz lat właściwie?
DK: No w tym momencie mam już 18. Jestem posiadaczem dowodu osobistego i się z tego bardzo cieszę. Wygoda życia mi się otworzyła.
KR: A jak to się stało, że zostałeś modelem w wieku 13 lat?
DK: Byłem na wycieczce w Indiach i tam podchodziły do mnie różne osoby: "O, jestem reżyserem z Boollywood", dawali mi wizytówki, pytali czemu nie jestem modelem. Wtedy to zlałem troszeczkę, ale potem pomyślałem, że fajnie by było popozować. Zawsze lubiłem modę, moja mama była modelką. No więc zgłosiłem się do agencji, (wysłałem zdjęcia z tej wycieczki, jak leżę rozwalony w wodzie i wogóle), zaprosili mnie i powiedzieli, że chcą poczekać aż trochę podrosnę, żeby ta uroda się trochę wyklarowała. W międzyczasie podsyłali mi jakieś propozycje. Ale na jeden casting spóźniłem się trzy dni, więc trochę tak... A później trafiłem na Twój pokaz i zaproszono mnie na dwie sesje. Chyba przez to, że schlałem się jak dzika świnia i tańczyłem jak na rurze, no umówmy się...
KR: Modelujesz, fotografujesz, masz jakąś wymarzoną wizję tego co chcesz robić?
DK: Robię teraz maturę i składam teczke do Opavy. Jestem też w trakcie pisania scenariusza, bo bardzo chciałbym dostać się na reżyserię teatralną w krakowskiej PWST. Chciałbym być modelem, muzykiem, aktorem, pisać wiersze, robić zdjęcia... Na pewno da się to wszystko jakoś połączyć.
KR: A film?
DK: Łódź mnie chyba trochę odstrasza. Nie czuję tego klimatu. Nie byłem tam, ale widziałem na zdjęciach.
KR: Śledząc Twego bloga zaobserwowałem, że z narcyza przeistoczyłeś się stopniowo w obserwatora.
DK: Tak, trochę się zdystansowałem. Chcę zapisać różne momenty. No i piszę te teksty które powinny być jakąś wskazówką do zdjęć.
KR: To właściwie poezje są.
DK: Bardzo lubię zwrot "utwór wierszowany". Poezja to mi się kojarzy raczej z tym, że to było kiedyś, a teraz coś nowego powinno wlecieć. Robię to dla przyjemności.
KR: Te teksty dość hermetyczne są, nie?
DK: Nie chciałbym żeby były traktowane jako zwykły komentarz, raczej piszę o swoim stanie w odniesieniu do zdjęcia, żeby jakoś ująć tą rzeczywistość. Ludzie często zarzucają mi, że nie rozumieją tych tekstów, dopóki nie spędzą ze mną trochę czasu. Ostatnio kumple poprosili mnie, żebym im wyjaśnił o co w tym chodzi, no więc zacząłem słowo po słowie tłumaczyć. I wtedy mój kolega Kajtek skomentował: "Kot, kurwa, ciężka awangarda jak dla mnie". I zrobiło mi się tak miło na sercu.
KR: Lubisz niedostępność?
DK: Owszem, ale żeby interesowało to ludzi.
KR: Wolisz fotografować chłopaków czy dziewczyny?
DK: I chłopaków i dziewczyny. Obydwie płcie są interesujące.
KR: A co to za sesja, ta z plakatem z Jamesem Deanem? Powiedziałbym, że nawet lekko erotyczna.
DK: To jest Piotr ogólnie. Piotr jest świetnym człowiekiem i jest bardzo pracowity. Zaczął mnie bardzo inspirować. Ma aparycję takiego człowieka z lat dwudziestych, trzydziestych, międzywojennych. Lubię taki styl u facetów, bardzo mi się to podoba. On akurat potrzebował jakichś zdjęć dla swojej dziewczyny, żeby miała jakieś. No i stwierdziłem, że mogę go rozebrać, a on nie miał jakichś oporów większych. Wskoczył mi do wanny. Tą sesję zrobiliśmy na zapleczu sklepu z ciuchami vintage, który Piotr prowadzi. Mieszkał też tam jakiś czas.
KR: I co, podobały się foty dziewczynie?
DK: Myślę, że była bardzo zadowolona. Ma na co patrzeć jak go nie ma przy niej.
![]() |
| Piotr Słysz - prowadzi z koleżanką sklep Mulholland Drive |
KR: Można powiedzieć, że ubierasz się dosyć ekstrawagancko, jak na nasze lokalne warunki, ludzie mają z tym problem?
DK: Chodziłem do gimnazjum sportowego i odkąd sięgam pamięcią starałem się jakoś odróżniać od tego wszystkiego. No i codziennie słyszałem, że wyglądam jak pedał, że jestem ciotą, rzucali we mnie kasztanami z kolcami, pomarańcze we mnie latały. Gimnazjum strasznie niszczy człowieka powiem Ci. I jeszcze jak masz na nazwisko Kot. Ile razy można biegać za kimś i krzyczeć "kici, kici!".
KR: Ale teraz chłopcy w Twoim otoczeniu to nie są raczej dresiarze?
DK: No na szczęście nie, oni starają się mieć swój styl.
KR: A masz dziewczynę?
DK: Miałem dziewczynę z którą się spotykałem, ale to nie był taki bardzo serio związek. Ja mam problem z wiernością.
KR: Tak?
DK: Kiedyś byłem wierny, zaangażowany mocno i to się potem na mnie odbiło niestety... Teraz jestem chyba bardziej egoistyczny.
KR: Myślałeś żeby wyjechać z Krakowa?
DK: Owszem, odpocząłbym sobie chętnie od rodziców. Może jak uda mi się zdać tą maturę, to pojadę sobie na Islandię. Tam się zakręcę, tam się zrobię. Tam jest przepięknie, ta pustka, te wulkany, gejzery.
KR: Będziesz tam siedział i pisał te...
DK: Utwory wierszowane. I będę jadł grzyby, które tam rosną, na glebie wulkanicznej...
Więcej zdjęć Dawida tutaj: www.uhar.blogspot.com
All photos by Dawid Kot. All rights reserved.
March 10, 2011
announcement
Ogłoszenie od naszej Art Director:
Zapraszam na spotkanie informacyjne oraz zapisy do interdyscyplinarnej, międzywydziałowej pracowni.
Monika Zawadzki
"Przestrzeń aktywna. Postawa otwarta w działalności artystycznej."
9 marzec 2011 (środa) godz. 11.00
Pracownia Multimedialnej Kreacji Artystycznej
ASP Wydział Grafiki, sala nr 14
* Zajęcia obowiązkowe dla studentów Pracowni Multimedialnej Kreacji Artystycznej
Zajęcia odbywają się w środy pomiędzy 9-14 (najbliższe za 2 tygodnie)
____________________________________________________________
You are invited to attend the informational meeting and registration for an interdisciplinary, inter-department studio.
Monika Zawadzki
"Active Space. Open Attitude in Artistic Activity."
Wednesday, March 9th 11 AM.
Multimedia Artistic Creation Studio
Academy of Fine Arts - Faculty of Design room nr. 14
* Classes compulsory for Multimedia Artistic Creation students.
Zapraszam na spotkanie informacyjne oraz zapisy do interdyscyplinarnej, międzywydziałowej pracowni.
Monika Zawadzki
"Przestrzeń aktywna. Postawa otwarta w działalności artystycznej."
9 marzec 2011 (środa) godz. 11.00
Pracownia Multimedialnej Kreacji Artystycznej
ASP Wydział Grafiki, sala nr 14
* Zajęcia obowiązkowe dla studentów Pracowni Multimedialnej Kreacji Artystycznej
Zajęcia odbywają się w środy pomiędzy 9-14 (najbliższe za 2 tygodnie)
____________________________________________________________
You are invited to attend the informational meeting and registration for an interdisciplinary, inter-department studio.
Monika Zawadzki
"Active Space. Open Attitude in Artistic Activity."
Wednesday, March 9th 11 AM.
Multimedia Artistic Creation Studio
Academy of Fine Arts - Faculty of Design room nr. 14
* Classes compulsory for Multimedia Artistic Creation students.
February 28, 2011
Interview with Nomi Ruiz
[English version below]
Dwa tygodnie temu JESSICA 6 – nowy zespół byłych członków Herkules & Love Affair – zagościł w Warszawie z koncertem w Klubie Powiększenie. Delegacja DIK Fagazine w składzie: Paweł Kubara, Karol Radziszewski, Katarzyna Szustow, wspierana przez fotografkę Annę Blodę, miała okazję przepytać i obfotografować zjawiskową wokalistkę i sceniczną diwę – Nomi Ruiz.
Karol Radziszewski: Jesteś zmęczona tournée, kiedy codziennie gracie koncerty?
Nomi: Jestem trochę zmęczona, ale sam występ to jak zastrzyk adrenaliny.
Katarzyna Szustow: A później umierasz po powrocie do domu.
Nomi: Kiedy wracam, to płaczę, a później idę spać. Ale gdy jesteśmy w trasie, dni są bardzo długie.
KR: To było niesamowite, byłaś taka energetyczna.
Nomi: Bo ja uwielbiam występować.
Anna Bloda: Nieźle mnie nakręciłaś.
Nomi: I o to chodzi.
Paweł Kubara: Co sprawiło, że zajęłaś się muzyką?
Nomi: Tworzyłam muzykę, odkąd byłam dzieckiem. Zaczęłam śpiewać wcześniej, niż nauczyłam się chodzić. Moja mama co wieczór nuciła mi do snu. Naśladowałam ją, a później sama śpiewałam. Kocham muzykę. Mam poczucie, że jest w niej coś o wiele silniejszego ode mnie. I że muszę za tym podążać.
KS: W jaki sposób używasz swojego ciała? Czy naśladujesz wizerunki innych kobiet, czy to jest coś poza kontrolą i ciało podąża po prostu za muzyką?
Nomi: Podoba mi się, jak to ujęłaś. Zawsze mówię, że kiedy jestem na scenie, jestem pistoletem i jest ktoś, kto ładuje naboje. Uwielbiam to zatracenie.
KS: Co z nowojorską kulturą queer lat 80’ i 90’ ? Czy ball culture miało jakiś wpływ na Twoją tożsamość? Chodziłaś tam jako dzieciak?
Nomi: O Boże! Tak! Kochałam to. To takie piękne. Jak byłam mała, czasami trochę się bałam. Wszyscy wydawali się tacy silni, pewni siebie i nastawieni na rywalizację. A ja jestem bardzo nieśmiala.
KS: Serio? Nie zauważyliśmy tego ;-)
Nomi: No dobra, na scenie idzie mi nieźle, ale poza nią jestem nieśmiała,
KS: Ale mogłabyś powiedzieć, że drag balls miały istotny wkład w Twoje życie?
Nomi: Z pewnością. Uwielbiałam piękno tej kultury, zwłaszcza w okresie mojego dorastania. Te wszystkie piękne dzieciaki z mniejszości, które są gdzieś na marginesie, ale w te kilka nocy stają się takie dumne i szczęśliwe, piękne i pewne siebie. To taki inspirujący widok. Kiedy dorastasz, tyle rzeczy jest przeciwko tobie. Ale jeżeli przyjmiesz to za punkt wyjścia, to motywuje cię do bycia silnym. Niektóre dzieciaki świetnie sobie radziły na scenie, ale kiedy wracały do swojego normalnego życia, było już zupełnie inaczej i trudniej. Próbowałam wziąć tę energię i napędzać nią moje życie, moją muzykę, moją karierę. Mam nadzieję, że przez to co robię, mogę się nią podzielić...
KR: Myślisz, że Nowy Jork bardzo się zmienił w porównaniu do lat 80’ ?
Nomi: NYC ciągle się zmienia. I chyba o to chodzi. Będąc z Nowego Jorku, widzę te wszystkie zmiany. Za niektórymi rzeczami tęsknię, ale i tak uwielbiam to miasto. Kiedy tam wracasz zawsze jest inaczej i nie wiadomo czego się spodziewać. Zawsze są jacyś nowi ludzie, nowa architektura, nowa muzyka.
KR: Myślisz, że teraz jest bardziej konserwatywnie?
Nomi: Powiedziałabym, że bardziej bogato. Zanim ludzie zaczęli przyjeżdżać do NYC, opuszczali swoje miejsca zamieszkania, bo nie czuli się tam swobodnie, a w Nowym Jorku mogli korzystać z wolności odkrywać siebie, znaleźć każdą pracę, robić taką sztukę, jaką tylko chcieli. Teraz w NYC jest pełno ludzi, którzy po prostu, mogą sobie pozwolić na to, żeby tu przyjechać.
KR: Jak zmienił się Brooklyn?
Nomi: Bardzo! Ja jestem z Brooklynu. Niektórym zmiany się podobają, niektórym nie. Dla mnie to trudne, bo tam dorastałam. Jakiś czas temu wywalili moją mamę z mieszkania, w którym mieszkała ponad 20 lat. Chcieli więcej zarobić na czynszu.
KR: Dużo imprezujesz w NYC?
Nomi: Imprezuję i jestem DJką, więc zawsze wstaję bardzo późno. Staram się nie przeginać tak, jak wtedy, kiedy byłam młodsza. Wtedy imprezowałam bez przerwy.. Teraz nie wychodzę tak często, tylko czekam aż będzie grał jakiś dobry DJ. Taki, że wiadomo, że trzeba iść.
KR: Masz groupies (chłopaków albo dziewczyny), którzy za Tobą jeżdżą, chcą Cię złapać po koncercie?
Nomi: Jest trochę takich dzieciaków w L.A. Byliśmy tam kilka razy, mieliśmy sześć czy siedem występów. Niektóre dzieciaki za nami jeździły. To takie słodkie, takie urocze. Wiesz, oni nie są psychiczni, oni po prostu kochają muzykę i przesłanie, to wszystko.
PK: Byłaś kiedykolwiek wcześniej w Europie Wschodniej?
Nomi: Byłam raz, przyjechałam z Hercules and Love Affair. Minęło dużo czasu, zanim udało nam się tu wrócić. I bardzo się cieszę. Jest strasznie fajnie.
PK: Jak Ci się podoba Europa? Jakie są największe wyzwania, różnice czy inspiracje?
Nomi: Uwielbiam Europę. Czuję się tu bardziej swobodnie, szczęśliwsza. Chcę tu zamieszkać.
PK: Gdzie?
Nomi: Chcę żyć tak, żebym mogła być cały czas w ruchu. Mieszkać jakiś czas w jednym miejscu, a później w następnym. Uwielbiam Berlin, mam tam trochę dobrych przyjaciół. Uwielbiam Istambuł, Turcję.
KS: Grałaś tam już koncert, prawda? W Warszawie dzisiaj publiczność była bardzo zróżnicowana – hetero faceci, którzy nie mieli pojęcia, że jesteś transką i społeczność queer, złożona z gejów, femme, butches i otwartych hetero.
Bardzo mnie cieszy, że Twój koncert nie był promowany jako queerowy event, tylko jako event z fajną muzyką. To duża zmiana. Zatem, jacy ludzie przyszli w Istambule?
Nomi: Tacy sami! Uwielbiam ten rodzaj różnorodnego tłumu pięknych ludzi! Zawsze marzę o tym, żeby na moje koncerty przychodzili rożni ludzie. Kiedy dorastałam, chodziłam na imprezy i do klubów, gdzie wszystko było bardzo przemieszane. Można było spotkać każdą tożsamość seksualną, każdy wykreowany gender, różne style mody, zróżnicowaną scenę muzyczną. I to jest duża zmiana w Nowym Jorku – teraz wszystko jest bardziej podzielone. Są imprezy dla “tych” i dla “tamtych”.
Nie chcę się skupiać na grupie queer albo hetero. To nie tak, że chcę być poza tym. Jestem bardzo dumna z tego, kim jestem. Po prostu chcę dotrzeć do tylu ludzi, do ilu jestem w stanie. Jako artystka stawiam sobie za cel, żeby łączyć różnych ludzi ze sobą i żeby doświadczali tego, czego nie mieli wcześniej okazji, żeby spotkali ludzi, z którymi normalnie nigdy nie mieliby styczności.
KS: A co z Paryżem? Dawałaś tam koncert w bardzo fajnym miejscu Nouveau Casino. Jaka była reakcja, atmosfera?
Nomi: To było dość trudne… Było nam trochę ciężko. Publiczność dziwnie się podzieliła. Z przodu, przy scenie ludzie byli razem, bardzo podekscytowani, bawili się i śpiewali, a za nimi dość sztywny tłum. To było trudne.W takiej sytuacji zawsze chcę po prostu znaleść choćby jedną osobę pośród widzów, dla której występuję Ale oczywiście chcę im wszystkim przekazać całą swoją energię.
KR: Miałem wrażenie, że podczas Twojego koncertu w Powiększeniu, ludzie byli naprawdę podnieceni. Można było wyczuć seksualną energię w powietrzu. Byłem więc ciekaw, czy ludzie po koncercie przychodzą do Ciebie i chcą czegoś więcej, niż tylko muzyki.
Nomi: Oh, w Islandii mieliśmy jedną szaloną dziewczynę. Chciała ukraść moje ciuchy. Siedziałam przy stoliku i leżała tam moja kurtka i rzeczy i…
KS: Ale chciała je ukraść bo to Twoje rzeczy, czy dlatego, że to fajne ciuchy?
Nomi: Nie mam pojęcia! (śmiech) Tam była moja skórzana kurtka, a ona miała taką trochę podobną, ale nie identyczną. Udawała, że coś zgubiła i chwyciła moje rzeczy. A ja się zastanawiałam: Co ona robi?!!
KR: Ale jak myślisz, kto ma większą obsesję na Twoim punkcie, chłopaki czy dziewczyny?
Nomi: Nie wiem, nie potrafię o tym myśleć.
KR: Masz jakiś ideał faceta?
Nomi: Lubię mężczyzn, którzy są bardzo pewni siebie, dzielni i oddani. Takich, którzy po prostu robią to, na co mają ochotę i nie wydziwiają.
PK: Pewnych siebie.
Nomi: Tak, bardzo pewnych.
KS: Typ macho?
Nomi: Tak, tzn. nie typowy macho. Kocham autentycznych, dzielnych, wytrwałych mężczyzn. Nie mam ideału wyglądu, ważne jest to, co ktoś ma w sercu.
PK: Co robisz pomiędzy tym wszystkim, kiedy masz czas dla siebie?
Nomi: Dużo śpię! Za dużo! Całymi dniami (śmiech). Dużo pracuję, mailuję, robię jakieś rzeczy w Internecie.
KR: Słyszałem, że interesujesz się modą?
Nomi: Tak, zaprojektowałam z moją przyjaciółką Evą trochę rzeczy dla mojej linii RICA, którą prezentowałam jako modelka. Chodziłyśmy razem do szkoły projektowania mody w liceum i na studiach, więc chciałyśmy zrobić coś razem. Zaprojektowałam swoje kreacje sceniczne dla trasy koncertowej z Hercules And Love Affair.
KR: A jak było z Chanel?
Nomi: Mają Mobile Art Chanel Contemporary Art Container, bardzo piękny. Występowaliśmy na otwarciu. Chodziliśmy po parku, a tam była cała armia modeli Chanel. OMG!
PK: To kiedy planujesz wrócić do Warszawy?
Nomi: Prawdopodobnie w maju/czerwcu.
Dziękujemy Agnieszce Hornstein i Katarzynie Koślacz za tłumaczenie w ekspresowym tempie na język polski.
Zdjęcia: Anna Bloda
Two weeks ago JESSICA 6 – the new band of the former musicians of Hercules & Love Affair – came to Warsaw. The delegation of DIK Fagazine including: Pawel Kubara, Karol Radziszewski, Katarzyna Szustow accompanied by the photographer Anna Bloda, had a chance to ask a few questions and take pictures of the phenomenal singer and stage diva – Nomi Ruiz.
Karol Radziszewski: Are you tired with the tour when you have gigs every night?
Nomi: I'm a bit tired, but once you play a show there’s an adrenaline rush.
Katarzyna Szustow: Then you die when you are back home.
Nomi: Yeah, when I'm back I'll cry and have a sleep then. But when we are on the road we have long days.
KR: It was amazing that you were so energetic.
Nomi: I love to perform.
Anna Bloda: You made me horny.
Nomi: This is my goal.
Pawel Kubara: What brought you to music?
Nomi: I have been doing music since I was a baby. I was singing before even I could talk.
My mum used to sing me to sleep every night. I copied her and then I sang. I love music. I feel like there is something more powerful than me. And I have to follow it.
KS: In what way do you use your body? Do you have any female images that you follow or is it something out of control and the body follows the music?
Nomi: I like the way you put it. I always say when I'm on stage I'm a gun and there is someone who puts the bullets. I love when I get lost.
KS: What about NYC queer culture in 80's and 90's? Did the ball culture have any kind of impact on your identity? Did you go there when you were a youngster?
Nomi: Oh my god! Yes. I loved them. It's so beautiful. When I was little it was frightening sometimes.
Everyone seems so powerful, confident and competitive. And I'm very shy.
KS: Oh really? We didn't notice that, baby.
Nomi: Ok, on the stage I'm good, but off-stage I'm shy, I like to relax.
KS: But could you say that the drag balls gave significant input into your life?
Nomi: Yes, for sure. I loved the beauty of that culture, especially when I was growing up. Its beautiful minority kids who are the last in line, but that nights they are so proud and happy, beautiful and confident. That image is so inspiring. When you grow up there is so much against you. But if you have that as a starting point, it really inspires you to be powerful.
Some kids do great things when they are on the stage, but when they are back to their normal life is so much different and so much harder. I tried to take that energy and keep it going in my life, in my music, my career. Hopefully it goes back.
KR: Do you think that New York has changed a lot comparing to the 80's?
Nomi: Yes. NYC is always changing. And I think that's what New York is about. When you are from New York you see all the changes and you miss some things, but I love that. It's different every time, when you go back you don't know what to expect. There is always different people, new architecture, new music.
KR: Do you think it's more conservative now?
Nomi: I would say it’s more rich. Before people used to come to NYC, leave their places where they were from because they didn't feel comfortable there and in New York they had freedom to discover themselves, find whatever job you wanted, do whatever art you wanted. Now I think people come to NY because they have money. Everything is so expensive now. So it's full of people who canafford to come.
KR: How did Brooklyn change?
Nomi: A lot! I'm from Brooklyn. Some people are excited about the changes, some not. It's hard for me because I grew up there. My mum was kicked out from her apartment. They wanted to make more money from the rent. She had lived there for 20 years.
KR: Do you party a lot in NYC?
Nomi: I party and DJ too, so I always get up very late. I did parties all the time when I was younger. . I don't go out too much anymore, I wait for a good DJ in town when you know that you have to go.
KR: Do you have groupies? Boys or girls who are following you, want to catch you after the concert?
Nomi: There are some kids in L.A. We've been there a few times, we had six or seven shows there. Some kids drive and follow us. And it's so sweet, so cute. You know, it's not crazy they just genuinely love the music and the message, that's all. It's really sweet.
PK: Have you ever been to Eastern Europe before?
Nomi: I've been once before, when I came with Hercules and Love Affair. It’s been long time since we are back. I’m very happy. It’s so much fun.
PK: How do you find Europe? What is the biggest challenge, difference or inspiration?
Nomi: I love Europe. I feel more comfortable, more happy here. I want to live here.
PK: Where?
Nomi: I want to live life where I can move all the time. To live some time in one place and then more to another. I love Berlin, I have some good friends there. I love Istanbul, Turkey.
KS: You had a gig there already, didn't you? Who came for the show? Here in Warsaw we had very mixed audience like very straight guys who didn't know that you were transwoman and queer community combined of gay boys, femme girls, butch dykes and openminded heteros.
I'm very happy that your concert wasn't promoted as a queer event but as an event with cool music. That’s a big change. So what kind of people came in Istanbul?
Nomi: The same! I love that kind of mixed crowd of beautiful people! It’s always my dream to have different people. When I grow up I went for the parties and clubs where everything was very mixed. You could meet every sexuality, gender, fashion, music scene together. And this is big change about New York, now everything is more separate. You have party for this or for that.
I don't want to focus on queer crowd or straight crowd. It's not I want to be outside. I'm very proud of who I am. I want to reach as many people as I can. My goal as a performer always was to get together different people and have the experience which they didn't have before, to meet people that they wouldn't have ever met.
KS: What about Parisians? You had a gig in a very cool place for concerts called Nouveau Casino. What kind of vibe did you meet there?
Nomi: It was a bit tough... I had a bit hard time there. There was a strange separation between the audience.
On the front there were very well connected people, very excited and singing, behind them the crowd was a bit stiff. It was tough. But always I just want to make one person happy. I want to give them all my energy.
KR: Because I had a feeling that during your concert people were really horny and you know... You could feel the sexual energy in the air. So I was curious if people after the concerts are coming to you and want something more than just music.
Nomi: Oh, in Island we have some crazy girl. She was trying to steal my clothes. I was sitting at the table and there were my jacket and stuff and...
KS: But she wanted to steal them because it's your clothes or because it's cool clothes?
Nomi: I don't know! (laughs) There was my leather jacket and she had one little similar one but not the same. And she was like: Oh, I've lost my thing and she grabbed all my clothes. And I was like: What is she doing?!!
KR: But who do you think is more obsessed with you, boys or girls?
Nomi: I don't know, I can't think of it.
KR: Do you have an ideal type of guy and what is he like?
Nomi: I just like men who are very confident, brave and sincere. They just do what they wanna do and don't act special.
PK: Self-confident.
Nomi: Yes, very confident.
KS: Some macho boys?
Nomi: Yes, I mean not the typical macho. I love genuine, brave, proof men. I don't have a perfect look, I care what is in the person’s heart.
PK: What do you do in between when you have your time off?
Nomi: I sleep a lot! For whole days. I'm working a lot, emailing, doing website stuff.
KR: I heard that you are very much into fashion, right?
Nomi: Yeah, I designed some stuff with my friend Eva, it's from my line which is called RICA which I did modeling for. We went to fashion school together in high school and college, so we wanted to start a line together. I've designed my stage clothes for Hercules And Love Affair tour.
KR: And how was it with Chanel?
Nomi: They have Mobile Art Chanel Contemporary Art Container, very beautiful. We were walking into the park and there was an army of Channel boy models walking.. OMG!
PK: So, when are you planning to come back to Warsaw?
Nomi: Probably in May/June.
Photos: Anna Bloda
All rights reserved.
Dwa tygodnie temu JESSICA 6 – nowy zespół byłych członków Herkules & Love Affair – zagościł w Warszawie z koncertem w Klubie Powiększenie. Delegacja DIK Fagazine w składzie: Paweł Kubara, Karol Radziszewski, Katarzyna Szustow, wspierana przez fotografkę Annę Blodę, miała okazję przepytać i obfotografować zjawiskową wokalistkę i sceniczną diwę – Nomi Ruiz.
Karol Radziszewski: Jesteś zmęczona tournée, kiedy codziennie gracie koncerty?
Nomi: Jestem trochę zmęczona, ale sam występ to jak zastrzyk adrenaliny.
Katarzyna Szustow: A później umierasz po powrocie do domu.
Nomi: Kiedy wracam, to płaczę, a później idę spać. Ale gdy jesteśmy w trasie, dni są bardzo długie.
KR: To było niesamowite, byłaś taka energetyczna.
Nomi: Bo ja uwielbiam występować.
Anna Bloda: Nieźle mnie nakręciłaś.
Nomi: I o to chodzi.
Paweł Kubara: Co sprawiło, że zajęłaś się muzyką?
Nomi: Tworzyłam muzykę, odkąd byłam dzieckiem. Zaczęłam śpiewać wcześniej, niż nauczyłam się chodzić. Moja mama co wieczór nuciła mi do snu. Naśladowałam ją, a później sama śpiewałam. Kocham muzykę. Mam poczucie, że jest w niej coś o wiele silniejszego ode mnie. I że muszę za tym podążać.
KS: W jaki sposób używasz swojego ciała? Czy naśladujesz wizerunki innych kobiet, czy to jest coś poza kontrolą i ciało podąża po prostu za muzyką?
Nomi: Podoba mi się, jak to ujęłaś. Zawsze mówię, że kiedy jestem na scenie, jestem pistoletem i jest ktoś, kto ładuje naboje. Uwielbiam to zatracenie.
KS: Co z nowojorską kulturą queer lat 80’ i 90’ ? Czy ball culture miało jakiś wpływ na Twoją tożsamość? Chodziłaś tam jako dzieciak?
Nomi: O Boże! Tak! Kochałam to. To takie piękne. Jak byłam mała, czasami trochę się bałam. Wszyscy wydawali się tacy silni, pewni siebie i nastawieni na rywalizację. A ja jestem bardzo nieśmiala.
KS: Serio? Nie zauważyliśmy tego ;-)
Nomi: No dobra, na scenie idzie mi nieźle, ale poza nią jestem nieśmiała,
KS: Ale mogłabyś powiedzieć, że drag balls miały istotny wkład w Twoje życie?
Nomi: Z pewnością. Uwielbiałam piękno tej kultury, zwłaszcza w okresie mojego dorastania. Te wszystkie piękne dzieciaki z mniejszości, które są gdzieś na marginesie, ale w te kilka nocy stają się takie dumne i szczęśliwe, piękne i pewne siebie. To taki inspirujący widok. Kiedy dorastasz, tyle rzeczy jest przeciwko tobie. Ale jeżeli przyjmiesz to za punkt wyjścia, to motywuje cię do bycia silnym. Niektóre dzieciaki świetnie sobie radziły na scenie, ale kiedy wracały do swojego normalnego życia, było już zupełnie inaczej i trudniej. Próbowałam wziąć tę energię i napędzać nią moje życie, moją muzykę, moją karierę. Mam nadzieję, że przez to co robię, mogę się nią podzielić...
KR: Myślisz, że Nowy Jork bardzo się zmienił w porównaniu do lat 80’ ?
Nomi: NYC ciągle się zmienia. I chyba o to chodzi. Będąc z Nowego Jorku, widzę te wszystkie zmiany. Za niektórymi rzeczami tęsknię, ale i tak uwielbiam to miasto. Kiedy tam wracasz zawsze jest inaczej i nie wiadomo czego się spodziewać. Zawsze są jacyś nowi ludzie, nowa architektura, nowa muzyka.
KR: Myślisz, że teraz jest bardziej konserwatywnie?
Nomi: Powiedziałabym, że bardziej bogato. Zanim ludzie zaczęli przyjeżdżać do NYC, opuszczali swoje miejsca zamieszkania, bo nie czuli się tam swobodnie, a w Nowym Jorku mogli korzystać z wolności odkrywać siebie, znaleźć każdą pracę, robić taką sztukę, jaką tylko chcieli. Teraz w NYC jest pełno ludzi, którzy po prostu, mogą sobie pozwolić na to, żeby tu przyjechać.
KR: Jak zmienił się Brooklyn?
Nomi: Bardzo! Ja jestem z Brooklynu. Niektórym zmiany się podobają, niektórym nie. Dla mnie to trudne, bo tam dorastałam. Jakiś czas temu wywalili moją mamę z mieszkania, w którym mieszkała ponad 20 lat. Chcieli więcej zarobić na czynszu.
KR: Dużo imprezujesz w NYC?
Nomi: Imprezuję i jestem DJką, więc zawsze wstaję bardzo późno. Staram się nie przeginać tak, jak wtedy, kiedy byłam młodsza. Wtedy imprezowałam bez przerwy.. Teraz nie wychodzę tak często, tylko czekam aż będzie grał jakiś dobry DJ. Taki, że wiadomo, że trzeba iść.
KR: Masz groupies (chłopaków albo dziewczyny), którzy za Tobą jeżdżą, chcą Cię złapać po koncercie?
Nomi: Jest trochę takich dzieciaków w L.A. Byliśmy tam kilka razy, mieliśmy sześć czy siedem występów. Niektóre dzieciaki za nami jeździły. To takie słodkie, takie urocze. Wiesz, oni nie są psychiczni, oni po prostu kochają muzykę i przesłanie, to wszystko.
PK: Byłaś kiedykolwiek wcześniej w Europie Wschodniej?
Nomi: Byłam raz, przyjechałam z Hercules and Love Affair. Minęło dużo czasu, zanim udało nam się tu wrócić. I bardzo się cieszę. Jest strasznie fajnie.
PK: Jak Ci się podoba Europa? Jakie są największe wyzwania, różnice czy inspiracje?
Nomi: Uwielbiam Europę. Czuję się tu bardziej swobodnie, szczęśliwsza. Chcę tu zamieszkać.
PK: Gdzie?
Nomi: Chcę żyć tak, żebym mogła być cały czas w ruchu. Mieszkać jakiś czas w jednym miejscu, a później w następnym. Uwielbiam Berlin, mam tam trochę dobrych przyjaciół. Uwielbiam Istambuł, Turcję.
KS: Grałaś tam już koncert, prawda? W Warszawie dzisiaj publiczność była bardzo zróżnicowana – hetero faceci, którzy nie mieli pojęcia, że jesteś transką i społeczność queer, złożona z gejów, femme, butches i otwartych hetero.
Bardzo mnie cieszy, że Twój koncert nie był promowany jako queerowy event, tylko jako event z fajną muzyką. To duża zmiana. Zatem, jacy ludzie przyszli w Istambule?
Nomi: Tacy sami! Uwielbiam ten rodzaj różnorodnego tłumu pięknych ludzi! Zawsze marzę o tym, żeby na moje koncerty przychodzili rożni ludzie. Kiedy dorastałam, chodziłam na imprezy i do klubów, gdzie wszystko było bardzo przemieszane. Można było spotkać każdą tożsamość seksualną, każdy wykreowany gender, różne style mody, zróżnicowaną scenę muzyczną. I to jest duża zmiana w Nowym Jorku – teraz wszystko jest bardziej podzielone. Są imprezy dla “tych” i dla “tamtych”.
Nie chcę się skupiać na grupie queer albo hetero. To nie tak, że chcę być poza tym. Jestem bardzo dumna z tego, kim jestem. Po prostu chcę dotrzeć do tylu ludzi, do ilu jestem w stanie. Jako artystka stawiam sobie za cel, żeby łączyć różnych ludzi ze sobą i żeby doświadczali tego, czego nie mieli wcześniej okazji, żeby spotkali ludzi, z którymi normalnie nigdy nie mieliby styczności.
KS: A co z Paryżem? Dawałaś tam koncert w bardzo fajnym miejscu Nouveau Casino. Jaka była reakcja, atmosfera?
Nomi: To było dość trudne… Było nam trochę ciężko. Publiczność dziwnie się podzieliła. Z przodu, przy scenie ludzie byli razem, bardzo podekscytowani, bawili się i śpiewali, a za nimi dość sztywny tłum. To było trudne.W takiej sytuacji zawsze chcę po prostu znaleść choćby jedną osobę pośród widzów, dla której występuję Ale oczywiście chcę im wszystkim przekazać całą swoją energię.
KR: Miałem wrażenie, że podczas Twojego koncertu w Powiększeniu, ludzie byli naprawdę podnieceni. Można było wyczuć seksualną energię w powietrzu. Byłem więc ciekaw, czy ludzie po koncercie przychodzą do Ciebie i chcą czegoś więcej, niż tylko muzyki.
Nomi: Oh, w Islandii mieliśmy jedną szaloną dziewczynę. Chciała ukraść moje ciuchy. Siedziałam przy stoliku i leżała tam moja kurtka i rzeczy i…
KS: Ale chciała je ukraść bo to Twoje rzeczy, czy dlatego, że to fajne ciuchy?
Nomi: Nie mam pojęcia! (śmiech) Tam była moja skórzana kurtka, a ona miała taką trochę podobną, ale nie identyczną. Udawała, że coś zgubiła i chwyciła moje rzeczy. A ja się zastanawiałam: Co ona robi?!!
KR: Ale jak myślisz, kto ma większą obsesję na Twoim punkcie, chłopaki czy dziewczyny?
Nomi: Nie wiem, nie potrafię o tym myśleć.
KR: Masz jakiś ideał faceta?
Nomi: Lubię mężczyzn, którzy są bardzo pewni siebie, dzielni i oddani. Takich, którzy po prostu robią to, na co mają ochotę i nie wydziwiają.
PK: Pewnych siebie.
Nomi: Tak, bardzo pewnych.
KS: Typ macho?
Nomi: Tak, tzn. nie typowy macho. Kocham autentycznych, dzielnych, wytrwałych mężczyzn. Nie mam ideału wyglądu, ważne jest to, co ktoś ma w sercu.
PK: Co robisz pomiędzy tym wszystkim, kiedy masz czas dla siebie?
Nomi: Dużo śpię! Za dużo! Całymi dniami (śmiech). Dużo pracuję, mailuję, robię jakieś rzeczy w Internecie.
KR: Słyszałem, że interesujesz się modą?
Nomi: Tak, zaprojektowałam z moją przyjaciółką Evą trochę rzeczy dla mojej linii RICA, którą prezentowałam jako modelka. Chodziłyśmy razem do szkoły projektowania mody w liceum i na studiach, więc chciałyśmy zrobić coś razem. Zaprojektowałam swoje kreacje sceniczne dla trasy koncertowej z Hercules And Love Affair.
KR: A jak było z Chanel?
Nomi: Mają Mobile Art Chanel Contemporary Art Container, bardzo piękny. Występowaliśmy na otwarciu. Chodziliśmy po parku, a tam była cała armia modeli Chanel. OMG!
PK: To kiedy planujesz wrócić do Warszawy?
Nomi: Prawdopodobnie w maju/czerwcu.
Dziękujemy Agnieszce Hornstein i Katarzynie Koślacz za tłumaczenie w ekspresowym tempie na język polski.
Zdjęcia: Anna Bloda
Two weeks ago JESSICA 6 – the new band of the former musicians of Hercules & Love Affair – came to Warsaw. The delegation of DIK Fagazine including: Pawel Kubara, Karol Radziszewski, Katarzyna Szustow accompanied by the photographer Anna Bloda, had a chance to ask a few questions and take pictures of the phenomenal singer and stage diva – Nomi Ruiz.
Karol Radziszewski: Are you tired with the tour when you have gigs every night?
Nomi: I'm a bit tired, but once you play a show there’s an adrenaline rush.
Katarzyna Szustow: Then you die when you are back home.
Nomi: Yeah, when I'm back I'll cry and have a sleep then. But when we are on the road we have long days.
KR: It was amazing that you were so energetic.
Nomi: I love to perform.
Anna Bloda: You made me horny.
Nomi: This is my goal.
Pawel Kubara: What brought you to music?
Nomi: I have been doing music since I was a baby. I was singing before even I could talk.
My mum used to sing me to sleep every night. I copied her and then I sang. I love music. I feel like there is something more powerful than me. And I have to follow it.
KS: In what way do you use your body? Do you have any female images that you follow or is it something out of control and the body follows the music?
Nomi: I like the way you put it. I always say when I'm on stage I'm a gun and there is someone who puts the bullets. I love when I get lost.
KS: What about NYC queer culture in 80's and 90's? Did the ball culture have any kind of impact on your identity? Did you go there when you were a youngster?
Nomi: Oh my god! Yes. I loved them. It's so beautiful. When I was little it was frightening sometimes.
Everyone seems so powerful, confident and competitive. And I'm very shy.
KS: Oh really? We didn't notice that, baby.
Nomi: Ok, on the stage I'm good, but off-stage I'm shy, I like to relax.
KS: But could you say that the drag balls gave significant input into your life?
Nomi: Yes, for sure. I loved the beauty of that culture, especially when I was growing up. Its beautiful minority kids who are the last in line, but that nights they are so proud and happy, beautiful and confident. That image is so inspiring. When you grow up there is so much against you. But if you have that as a starting point, it really inspires you to be powerful.
Some kids do great things when they are on the stage, but when they are back to their normal life is so much different and so much harder. I tried to take that energy and keep it going in my life, in my music, my career. Hopefully it goes back.
KR: Do you think that New York has changed a lot comparing to the 80's?
Nomi: Yes. NYC is always changing. And I think that's what New York is about. When you are from New York you see all the changes and you miss some things, but I love that. It's different every time, when you go back you don't know what to expect. There is always different people, new architecture, new music.
KR: Do you think it's more conservative now?
Nomi: I would say it’s more rich. Before people used to come to NYC, leave their places where they were from because they didn't feel comfortable there and in New York they had freedom to discover themselves, find whatever job you wanted, do whatever art you wanted. Now I think people come to NY because they have money. Everything is so expensive now. So it's full of people who canafford to come.
KR: How did Brooklyn change?
Nomi: A lot! I'm from Brooklyn. Some people are excited about the changes, some not. It's hard for me because I grew up there. My mum was kicked out from her apartment. They wanted to make more money from the rent. She had lived there for 20 years.
KR: Do you party a lot in NYC?
Nomi: I party and DJ too, so I always get up very late. I did parties all the time when I was younger. . I don't go out too much anymore, I wait for a good DJ in town when you know that you have to go.
KR: Do you have groupies? Boys or girls who are following you, want to catch you after the concert?
Nomi: There are some kids in L.A. We've been there a few times, we had six or seven shows there. Some kids drive and follow us. And it's so sweet, so cute. You know, it's not crazy they just genuinely love the music and the message, that's all. It's really sweet.
PK: Have you ever been to Eastern Europe before?
Nomi: I've been once before, when I came with Hercules and Love Affair. It’s been long time since we are back. I’m very happy. It’s so much fun.
PK: How do you find Europe? What is the biggest challenge, difference or inspiration?
Nomi: I love Europe. I feel more comfortable, more happy here. I want to live here.
PK: Where?
Nomi: I want to live life where I can move all the time. To live some time in one place and then more to another. I love Berlin, I have some good friends there. I love Istanbul, Turkey.
KS: You had a gig there already, didn't you? Who came for the show? Here in Warsaw we had very mixed audience like very straight guys who didn't know that you were transwoman and queer community combined of gay boys, femme girls, butch dykes and openminded heteros.
I'm very happy that your concert wasn't promoted as a queer event but as an event with cool music. That’s a big change. So what kind of people came in Istanbul?
Nomi: The same! I love that kind of mixed crowd of beautiful people! It’s always my dream to have different people. When I grow up I went for the parties and clubs where everything was very mixed. You could meet every sexuality, gender, fashion, music scene together. And this is big change about New York, now everything is more separate. You have party for this or for that.
I don't want to focus on queer crowd or straight crowd. It's not I want to be outside. I'm very proud of who I am. I want to reach as many people as I can. My goal as a performer always was to get together different people and have the experience which they didn't have before, to meet people that they wouldn't have ever met.
KS: What about Parisians? You had a gig in a very cool place for concerts called Nouveau Casino. What kind of vibe did you meet there?
Nomi: It was a bit tough... I had a bit hard time there. There was a strange separation between the audience.
On the front there were very well connected people, very excited and singing, behind them the crowd was a bit stiff. It was tough. But always I just want to make one person happy. I want to give them all my energy.
KR: Because I had a feeling that during your concert people were really horny and you know... You could feel the sexual energy in the air. So I was curious if people after the concerts are coming to you and want something more than just music.
Nomi: Oh, in Island we have some crazy girl. She was trying to steal my clothes. I was sitting at the table and there were my jacket and stuff and...
KS: But she wanted to steal them because it's your clothes or because it's cool clothes?
Nomi: I don't know! (laughs) There was my leather jacket and she had one little similar one but not the same. And she was like: Oh, I've lost my thing and she grabbed all my clothes. And I was like: What is she doing?!!
KR: But who do you think is more obsessed with you, boys or girls?
Nomi: I don't know, I can't think of it.
KR: Do you have an ideal type of guy and what is he like?
Nomi: I just like men who are very confident, brave and sincere. They just do what they wanna do and don't act special.
PK: Self-confident.
Nomi: Yes, very confident.
KS: Some macho boys?
Nomi: Yes, I mean not the typical macho. I love genuine, brave, proof men. I don't have a perfect look, I care what is in the person’s heart.
PK: What do you do in between when you have your time off?
Nomi: I sleep a lot! For whole days. I'm working a lot, emailing, doing website stuff.
KR: I heard that you are very much into fashion, right?
Nomi: Yeah, I designed some stuff with my friend Eva, it's from my line which is called RICA which I did modeling for. We went to fashion school together in high school and college, so we wanted to start a line together. I've designed my stage clothes for Hercules And Love Affair tour.
KR: And how was it with Chanel?
Nomi: They have Mobile Art Chanel Contemporary Art Container, very beautiful. We were walking into the park and there was an army of Channel boy models walking.. OMG!
PK: So, when are you planning to come back to Warsaw?
Nomi: Probably in May/June.
Photos: Anna Bloda
All rights reserved.
Subscribe to:
Posts (Atom)



























































